Co wonczas się robi?
Wprowadza zmianę.
Stare pingwinie wyjadacze mówią, że lepiej nic nie zmieniać, bo i po co? Stare jest piękne, a nowe – mocno wątpliwe. Młodsze pokolenie wyjadaczy rybich ogonów wprost przeciwnie – jest za! Boć przecie nie można ciągle dreptać w kółko, machać na mrozie upierzeniem i udawać, że dmucha tak samo. Otóż – mówią ci drudzy – nie dmucha. To znaczy dmucha, ale inaczej. Bardziej znienacka, podchwytliwie, można powiedzieć – totalnie. Młody pingwini narybek nie może pozostawać wobec takiego obrotu spraw, a raczej bałwanów i kurzaw, bezbronny. Musi dysponować nową świadomością, która da skuteczniejszy odpór żywiołom bezwzględnie hulającym po niwie.
W kręgach pingwinich elit dokonuje się rzecz biurokratycznie dramatyczna: tworzy się albowiem projekt, który ma rzesze pingwinich osesków odpowiednio ukierunkować, a ich pryncypałom da pochop do działań modernizacyjnych.
Dzieci pingwinie rozwijają się szybko, ich punkt widzenia ma walor nieobliczalności i dezynwoltury, co bardzo martwi pingwinie grona opiniotwórcze. „Grunt to podstawa" – mówią murarze, a pingwiny powtarzają to chętnie, bo prawda w oczy jest jak ser topiony na chlebusiu: mucha nie siada. Więc piszą podstawę, zachodzą w głowę, kombinują intelektualnie, naradzają dydaktycznie, wzdychają rozdzierająco i marzą, by wyszło im.
Pingwiny to istoty poważne, nawet gdy niekiedy wyglądają inaczej niż poważnie. Mimo fraczków. Atoli fraczek zobowiązuje. Podstawa staje się z tego względu testem na.
Wiecie, co dzieje się dalej? Wiecie? Pewnie, że wiecie. Nie udawajcie. Pingwinów. Nagle zaczyna brakować czasu, a terminy gonią. Nagle okazuje się, że nie było żadnej dyskusji w gronach eksperckich i gronach praktyków pingwiniego nauczania. Nagle staje się do bólu jasnem, że zatoczek, w których pingwinie oseski mogą być uczone, brakuje zawzięcie, różnica zaś między dojrzałością, a niedojrzałością pingwinią przekłada się nie tylko na miłą urodę życia pokoleń pingwinów, lecz także na ich konsumpcyjną wydojność. Piszę „wydojność" i wiem, Szanowni, co piszę. Nagle pingwiny podnoszą ryk, że są biedne, zakrzyczane, zdominowane przez „onych" na górce lodowej, i w ogóle świat się wali a górka niska, więc niech „oni" nie wyobrażają sobie, że szczególnie dobrze się z niej widzi.
Niektórym naprawdę świat się wali, bo się dowiadują, iż – jako specjaliści od kaskad – muszą je udrożnić, poszerzyć i nasycić życiodajnym tlenem. Wszak drogi komunikowania się ze społeczeństwem kaskadami spływają. Stają się więc galernikami. Nie – nie wyobraźni, lecz kaskad. Pływał kto kiedy galerą przez kaskady? Nie? A oni i owszem!
Tak – ta bajęda ma nawet jakiś morał. Wyobraźcie sobie. Morał ów nie daje się wypowiedzieć wprost, bo i materia skomplikowana, zachodów różnych mnóstwo, a i życzeń serdecznych nadmiar. Ów morał odwołuje się do hasła Andrzeja Frycza-Modrzewskiego, ale jest optymistyczny oszczędnościowo, że tak napiszę.
Brzmi mniej więcej tak:
Rzeczpospolita pingwinów i ludzi,
Kto się łudzi,
Jest w błędzie,
Jest taka i taka będzie
(Tutaj przydadzą się brawa)
Jaka będzie uczenia podstawa.
Co pisząc, udaję się. Na kaskadę. Widoki podziwiać. Podstawowe. Programowo.
Mariusz Kalandyk
