Opowiadanka Szczepanka. Tam, gdzie żyją kłapacze

Napisał 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Nie jest to mordobijski powiat ani też województwo nieznajdzińskie. Klimat jest w miarę umiarkowany a rzeki płyną, niosąc flukta przeczystej urody i atrakcyjne mineralnie. Wszystko w okolicznościach przyrody poprawnie skadrowanych, urozmaiconych terenowo i glebowo. Wiatry tu powabnie zawiewają, trąb powietrznych nie spotkasz a ptasząt wszelakich stada okupują nieba błękitność czystą jak łza.
Wiem, że takiego czegoś widokowo to nawet gracze komputerowi w kategorii żółtodziób całkowity by nie znieśli, ale czemu mam się wstydzić marzeń ulotnych, nieśmiałych i wiotkich? A że kiczowatych – cóż z tego? I wasz wesoły sanitariusz ma prawo do odrobiny niczym nieskrępowanej radości. Wszak ciągle w dystopiach siedząc i do utopii serdecznej ma prawo.
Ze względu na urodę opisanej okolicy osobnik, o którym mowa, może wywołać nagły wstrząs poznawczy, nie mówiąc o estetycznym. Kłapacz albowiem jest figurą kontrowersyjną; niezbyt zwrotną, mało opływową, jednym słowem – kanciastą. Ma jednak zaletę: nie lubi się czaić; gdy coś robi, idzie na tych swoich kaczych, gęsich czy łabędzich łapach i głośno gęga, że go boli lub pragnie coś uiścić na forum ze względu na publiczne tudzież społeczne dobro, przyszłość radosną i orzeszki oblewane czekoladą dla wszystkich.
W świecie zawrotnych dziś targów próżności i pochwały wszelakich egoizmów kłapacz wygląda jak stryjek z bajki o trębaczu Zamiejskim. Nie znacie? Ja też nie znam. Osobiście.
Szanowni Państwo, czasy się zmieniają, my również ewoluujemy, a kłapacz pozostaje kłapaczem. Nie sieje, nie orze, zelówki oraz migdałki zdziera – i z tego żyje.
Gdy go spotkacie, potraktujcie z estymą: nie gańcie, nie okazujcie wyższości, nie traktujcie protekcjonalnie. Doceńcie słowem czulszem, gestem ciepłem i mową ciała aprobatywnie pozytywną. Nagrodzi Was, oj nagrodzi.
Bo trzeba Wam wiedzieć, że to on jest obywatel całą gębą, to on dba o tkankę społeczną, by nie obumierała bez tlenu codziennej kooperacji, bezinteresownego robienia innym, a przy okazji sobie, dobrze.
Nasi nobliwi i mili badacze społecznych zjawisk bez ogródek mówią, co już Norwid i bez tego wiedział dobrze, że jako obywatele jesteśmy karły kulejące i pokręcone. Pokurcze w większości nędzne. Piszę o tym nie bez kozery – i z poczuciem winy. Samem albowiem zaprzeczenie kłapacza i idiota według nazewnictwa starożytnych Greków. Szlachetni ci mężowie idiotą nazywali kogoś, komu najzupełniej obojętne były sprawy społeczności, w której żył, a oddawał się egoistycznym interesom własnego brzucha; inaczej: widokom z perspektywy własnej michy.
Co albowiem łączy nas obecnie jako społeczeństwo? Co daje poczucie przynależności czy – przepraszam – solidarności? Jakich drobnych wartości wspólnotowych nie zamienimy na jeszcze drobniejsze własnego interesu? Co jest w nas szlachetnie ważnego z punktu widzenia czegoś, co jeszcze odważamy się nazywać narodem? A gdy współpracujemy ze sobą, co myślimy o rywalizacji? W jakiej perspektywie myślowo umieszczamy życie naszych dzieci oraz dzieci, które dano nam pod opiekę w szkole?
Wiem – najłatwiej zadawać kretyńskie pytania... Kłapacze mają to do siebie, że próbują na nie odpowiedzieć, a ich odpowiedzi mają się nijak do zasad politycznej poprawności czy też oczekiwań takich idiotów jak Wasz wesoły sanitariusz. Odpowiadają bezczelnie, żeśmy egoiści, nienasyceni materialiści, podejrzliwi wobec bliźnich i w gruncie rzeczy bardzo im niechętni. Naszą filozofią życiową jest rywalizacja w intencji pognębienia innych i pokazania im własnej wyższości. Na pokaz moralni i bogobojni w rzeczywistości bezwzględni w zaspokajaniu swoich potrzeb i chceń wszelakich. Tych, którym się nie wiedzie najlepiej, traktujemy z coraz większą rezerwą a nawet jawną niechęcią. Nie ma w nas codziennych odruchów współczucia dla obcych bliźnich, jest za to w nadmiarze gburowatego samozadowolenia i często prostackiego materializmu.
Jest usilna potrzeba, by pokazać swą zamożność i wyjątkowość w tym względzie, jest ostentacja i skłonność do zachłystywań wobec mód wszelakich i nowinek.
Jako idiota kompetentny sugeruję, że może to i dobrze, wszak wiele lat spędziliśmy w okolicznościach dość siermiężnych, więc chcemy dla siebie i naszych bliskich odrobinę słodyczy pozyskanej z ptasiego mleka... Kłapacze mówią wtedy, że tej słodyczy rychło zabraknie, gdy dzieci nasze nauczymy mało szlachetnej sztuki walki o swoje za wszelką cenę, radzenia sobie przy pomocy łokci w realizacji swych celów i korzystania z własnego, zgoła nieoświeconego, egoizmu w ambicjach wszelakich.
A przecież musimy rozwijać nasze PKB, zwiększać dobrobyt procentowy i infrastrukturalny, dawać sobie radę w świecie nadprodukcji wszystkiego... Trzeba do tego sił, mocy ducha, twardości charakteru, wytrzymałości, a nie miękkości serca, delikatności i umizgów. Wyzwolone kobiety już dobrze to wiedzą, bo zniewoleni mężczyźni wiedzieli od zawsze... Wszystko więc idzie w adekwatnym kierunku a perspektywy nasze świetliścieją z dnia na dzień jak jutrzenki blask na wiadomych sztandarach.
Kłapacze mówią wtedy, że mają sucho w ustach, gdy patrzą na porządek naszych spraw; że zamieniamy urodę życia wynikającą z pielęgnacji życiodajnych klimatów, czasami głupstewek, na luksus życia i wynikający zeń smak własnej ważności. Że dzieci nasze zapłacą za nasze nowoczesne kompasy każące z wywieszonymi jęzorami biec do raju konsumerskiego szczęścia. Że, że, że...
Nasz wesoły autobus gna przez betonowe niwy i asfaltowe raje. Przyśpiesza, bośmy przecież ubodzy krewni tych, co bardziej mają i bardziej są. A chcemy tak samo. Intensywnie chcemy, lecz droga daleka przed nami, musimy więc i młodsze pokolenia przykuć kulą zobowiązań przez nas zaciągniętych i zdefiniowanych, dać im obowiązującą wykładnię szczęścia, zaciągnąć do kieratu przez nas – i na naszą miarę – skonstruowanego...
Kłapacze biegną wtedy nielicznym hufcem zbrojnym w argumenta śmieszne i glęgolą coś, wstrzymując ruch, sypiąc piasek w bezbłędnie działające, wypasione informatycznie tryby naszej cudnej cywilizacji.
Żenujący, pokraczni, niedzisiejsi.
Czytany 132 razy
Mariusz Kalandyk

dr Mariusz Kalandyk jest polonistą. Pracuje jako nauczyciel konsultant w Podkarpackim Centrum Edukacji Nauczycieli w Rzeszowie