Historia mówiona zaprasza do osobistych opowieści, do otwarcia siebie, do intymnych zwierzeń. Rozpocznę więc właśnie od nich. Gdy dwadzieścia lat temu, po zawarciu związku małżeńskiego, przeniosłem się do domu mojej żony i zamieszkałem razem z jej rodzicami i dziadkiem, życie toczyło się szybko, byłem skupiony na teraźniejszości i przyszłości. Obok mnie żył jednak człowiek zanurzony w innym czasie, zamieszkały w pamięci, był nim Pan Stanisław – dziadek żony. Wtedy już na emeryturze, kiedyś był znanym człowiekiem w środowisku lokalnym, agronomem i działaczem społecznym. Oddalony od aktywnego życia, miał w sobie niezwykłą gotowość do opowiadania historii. Przede wszystkim o własnym życiu, przedwojennych, wojennych i powojennych wydarzeniach i swoim w nich udziale. Historie te opowiadał już kilka lat, więc najbliższa rodzina miała słabą wolę ich słuchania. Ponieważ byłem nowym członkiem rodziny, stałem się naturalnym i obiecującym słuchaczem, a także powiernikiem opowieści. Niestety, nigdy nie zostały one zarejestrowane, a wydawały się już wtedy ważnym świadectwem pojedynczego losu człowieka uwikłanego w historię XX wieku. Dziadek Stanisław niedługo potem zmarł, a z nim odeszła jego historia i opowieść. Kilka lat potem mój syn otrzymał w szkole zadanie opisania jakiejś historii z dziejów rodziny, pomyślałem wtedy, że to świetna okazja do przywrócenia opowieści dziadka. Mimo jednak wspólnego wysiłku całej rodziny, nie udało się nam złożyć w całość ani jednej historii. Mieliśmy wtedy wrażenie, że Pan Stanisław – dziadek – zmarł po raz drugi i ostateczny. To był mój początek drogi ku historii mówionej. Z reguły za ważnymi wyborami i poszukiwaniami stoją osobiste doświadczenia.
Â
