Ukazuje się od 1993 r.

Ponadczasowość postulatów pedagogicznych Henryka Jordana
Zmęczone ciało wymaga odpoczynku, znużony umysł wymaga wytchnienia,
 a dusza pragnie wesołości, tego nastroju, który życie milszym nam czyni.
Wprowadzenie
Henryk Jordan (1842–1907) to naukowiec, lekarz, społecznik, propagator praw dziecka do ruchu i rekreacji. To również założyciel słynnego Parku Jordanowskiego w Krakowie, miejsca które stało się głównym ośrodkiem nowoczesnego wychowania fizycznego.
Idee i postulaty Henryka Jordana są wciąż aktualne, a ponieważ stały się nieco zapomniane, warto je przypomnieć w obliczu niepokojących wyników badań naukowych, dotyczących kondycji zdrowotnej i psychofizycznej dzieci i młodzieży. Otóż, szybkie tempo życia, nadmiar obowiązków, brak właściwych wzorców wyniesionych z domu rodzinnego, a także spędzanie wielu godzin przed komputerem i ekranem telewizora przyczyniają się do małej aktywności ruchowej młodego pokolenia. Rodzice, organizując zajęcia swoim dzieciom, często zapominają o wypoczynku i zabawach na świeżym powietrzu. A Henryk Jordan był propagatorem i organizatorem takiej właśnie aktywnej formy rekreacji.
Urodził się 23 lipca 1842 roku w Przemyślu w ubogiej rodzinie ziemiańskiej. Ojciec był nauczycielem, matka zaś prowadziła pensjonat dla dziewcząt. Dość wcześnie został osierocony przez ojca, dlatego, będąc w gimnazjum, zarabiał udzielając korepetycji. Egzamin dojrzałości zdał z wyróżnieniem w 1863 r.
w Trieście, a następnie rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie w Wiedniu. Ostatecznie zdecydował się przenieść do Krakowa, gdzie kontynuował naukę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ze względu na trudną sytuację finansową i nękającą go chorobę nie przystąpił do egzaminu dyplomowego. W końcu wyjechał najpierw do Berlina, a w 1867 r. do Nowego Jorku. Utrzymywał się tam z gry na fortepianie, muzykował w restauracjach, a także komponował melodie na zajęcia gimnastyczne do szkół dla dziewcząt. Wtedy też zainteresował się tzw. gimnastyką szwedzką, popularyzowaną w USA wśród dziewcząt i kobiet. Doskonale zdawał sobie sprawę, iż zdrowie i dobre samopoczucie warunkuje zachowanie harmonii między rozwojem umysłowym i fizycznym. Miał zresztą w tej kwestii spore doświadczenie praktyczne, ponieważ grywał w piłkę nożną, trenował boks, biegi i skoki.
Bardzo ważnym doświadczeniem stała się dla niego praktyka ginekologiczna i położnicza, którą odbywał w ubogich dzielnicach miasta. Założył tam szkołę dla położnych, która cieszyła się ogromnym uznaniem społecznym, a Jordan stał się znany jako pełen poświęcenia lekarz. Dzięki pracowitości rozwinął swój warsztat zawodowy, poznał też szkoły lekarskie w Ameryce, Anglii i Niemczech.
Ale nie zdecydował się na życie na obczyźnie, powrócił do Krakowa i tu osiedlił się na stałe. Rozpoczął pracę jako zastępca sekundariusza w szpitalu psychiatrycznym św. Ducha w Krakowie, równolegle podjął starania o uzyskanie dyplomu doktora Wydziału Medycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Po zdaniu egzaminu końcowego w 1870 roku uzyskał stosowny certyfikat.
Chęć dalszego pogłębiania wiedzy wprowadziły doktora Jordana w okres naukowej i praktycznej działalności lekarskiej. Wynikiem tego było przyjęcie
w 1870 roku stanowiska asystenta profesora Maurycego Madurowicza w Katedrze Położnictwa i Ginekologii na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jako lekarz szybko zyskał uznanie i sławę nie tylko w Krakowie, ale również w całej Galicji. Jedną z jego pacjentek była Izabella Habsburg, żona arcyksięcia Fryderyka. Para książęca obdarzyła go wielkim zaufaniem i przyznała tytuł lekarza domowego.
Mając w ten sposób zapewniony byt materialny, ożenił się z Marią Gebhardt, w 1875 roku przyszedł na świat jego pierwszy i jedyny syn. Był to najszczęśliwszy okres w życiu Jordana. Niestety nie trwał długo, ponieważ w 1881 roku spotkał go osobisty dramat spowodowany śmiercią dziecka. Konsekwencją przeżytej tragedii stało się jeszcze mocniejsze zaangażowanie
w działalność naukową i społeczną.
W 1889 roku z inicjatywy Henryka Jordana powstało Krakowskie Towarzystwo Opieki Zdrowia, ukazał się też pierwszy numer „Przewodnika Higienicznego”, którego redaktorem został Bolesław Lutostański, a po jego śmierci Henryk Jordan. Na jego łamach Jordan opublikował szereg artykułów z zakresu higieny i sposobów poprawy stanu zdrowia.
W 1895 roku, po śmierci profesora Madurowicza, objął kierowanie Katedrą Ginekologiczną na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dążył do unowocześnienia
i rozbudowy kliniki, wiele przedsięwzięć zrealizował własnym kosztem, założył m.in. rurociąg z ciepłą wodą oraz wprowadził suchą sterylizację.
Działalność społeczna Henryka Jordana rozpoczęła się w 1882 roku, kiedy został radnym miasta Krakowa i pełnił tę funkcję aż do śmierci w 1907 roku. Jako profesor medycyny i jeden z najaktywniejszych członków Rady Miejskiej cieszył się ogromnym szacunkiem nie tylko mieszkańców Krakowa, ale też całej Galicji. Dowodem zaufania stał się wybór na posła na galicyjski Sejm Krajowego Galicji (1895–1901).
Do pełnienia funkcji publicznych podchodził z wielkim poczuciem odpowiedzialności. W jednym z przedwyborczych przemówień z 1895 roku bardzo mocno wybrzmiały jego postulaty na temat oświaty sanitarnej i profilaktyki zdrowotnej. Szczególnym obszarem zainteresowań doktora Jordana była opieka nad noworodkami i małymi dziećmi, dlatego pozyskiwał środki na doposażanie szpitali dziecięcych, tworzenie zakładów opieki dla niemowląt oraz domów dla podrzutków.
Z jego inicjatywy powstała sieć lekarzy szkolnych. Potrafił godnie reprezentować kraj
w najwyższej austriackiej Radzie Sanitarnej w Wiedniu, do której został powołany jako pierwszy z Polaków w 1906 roku. Dążył do tego, aby każde miasto miało dobrze wyposażony szpital z oddzielnym oddziałem dla chorych na choroby zakaźne. Z jego inicjatywy Sejm Krajowy uchwalił w 1891 roku ustawę sanitarną, która normowała zasady działalności służby zdrowia. Ze względu na brak odpowiedniej ilości miejsc w zakładach leczniczych dla głuchoniemych, ociemniałych oraz umysłowo chorych, zabiegał o budowę nowych ośrodków.
W dniu 30 października 1902 roku został wybrany na delegata Krakowa do Rady Szkolnej Krajowej we Lwowie. Zabiegał tam głównie o rozbudowę sieci szkół ludowych i średnich oraz uzasadniał potrzebę tworzenia szkół zawodowych. Dużo czasu poświęcał sprawom higieny i wychowania fizycznego dzieci i młodzieży. Był też założycielem i członkiem wielu towarzystw, i tak
w 1887 roku powołał Stowarzyszenie dla dożywiania ciepłą strawą ubogich dzieci. W 1904 roku wstąpił do Towarzystwa Kolonii Wakacyjnych dla uczniów szkół średnich z Krakowa, przyczynił się tam do zakupu domu przeznaczonego na wypoczynek dla dzieci. Brał też czynny udział w pracach Stowarzyszenia do walki z gruźlicą. W Sejmie Krajowym postulował budowę sanatorium ludowego, przeznaczonego dla chorej biedoty.
Omawiając jego zasługi, nie możemy pominąć największego i najtrwalszego dzieła – pierwszego w Europie publicznego ogrodu zabaw i gier, będącego głównym ośrodkiem nowoczesnego wychowania fizycznego. Został on otwarty w 1889 roku na Błoniach Krakowskich i nazwany Parkiem Miejskim im. dra Henryka Jordana, potocznie Parkiem Jordana.
Założenie i zagospodarowanie Parku
Obserwacje poczynione przez Henryka Jordana podczas pobytu
w Nowym Jorku i krajach Europy Zachodniej skłoniły go do stwierdzenia, iż istnieje dysonans pomiędzy tamtejszym społeczeństwem a mieszkańcami Galicji. O tych ostatnich pisał, że widok „wybladłych twarzy, zapadłych piersi, w oczach czytasz przygnębienie, zanik woli, brak ochoty stawiania czoła przeciwnościom losu” napawa go niepokojem i utwierdza w przekonaniu, iż sprawy zdrowia i kondycji fizycznej młodzieży nie są należycie prowadzone. Jako lekarz dostrzegał potrzeby rozwojowe młodych organizmów i konieczność stworzenia odpowiednich warunków do prawidłowego ich rozwoju. Jednocześnie zauważał wszystkie braki w zacofanym galicyjskim systemie szkolnym. Jego troska o rozwój fizyczny młodego pokolenia zbiegła się z postulatem wprowadzenia do szkół nowego przedmiotu – wychowania fizycznego, określanego mianem gimnastyki. Realizacja tych zamierzeń postępowała wolno z powodu braku odpowiednio do celu wyposażonych pomieszczeń i braku kadry.
Kwalifikacje nauczyciela wychowania fizycznego można było uzyskać na studiach zagranicznych lub na kursach organizowanych przez Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” we Lwowie. Pierwsze ogniwa tej organizacji powstawały na ziemiach polskich od 1867 roku. Jordan popierał działalność „Sokoła” i uważał, że reforma powinna objąć nie tylko programy szkolne, ale także organizację aktywności ruchowej dzieci poza szkołą.
Postulaty Jordana wynikały z jego praktyki lekarskiej i przemian dokonujących się w pedagogice europejskiej, w której bardzo mocno wybrzmiewało zainteresowanie organizacją czasu wolnego uczniów. On sam podjął się wdrożenia nowego systemu wychowania młodzieży w ramach utworzonego z własnej inicjatywy w Krakowie Parku Miejskiego.
W dniu 26 marca 1888 roku złożył podanie do Rady miasta Krakowa o wydzierżawienie terenów na krakowskich Błoniach. Przedstawił prośbę
o pozwolenie na założenie własnym kosztem parku zabaw dla dzieci i młodzieży oraz zobowiązanie do ofiarowania ośmiu popiersi zasłużonych Polaków, przeznaczonych do jego wyposażenia.
Początkowo rajcy miejscy niechętnie ustosunkowali się do projektu, jednak
w końcu przeznaczyli 8 hektarów Błoń na założenie parku. Doktor Jordan rozpoczął od nasadzenia przekazanych mu w darze drzew i krzewów. Aby zrealizować koncepcję zabudowy Parku według nowoczesnych wzorów, odbył podróże po Niemczech, Szwecji i Szwajcarii, gdzie poznawał istniejące tego typu obiekty oraz dokonywał zakupu przyrządów do gimnastyki, gier i zabaw ruchowych. Wspomniane kraje przodowały wówczas w dziedzinie reformy wychowania fizycznego.
Wiosną 1889 roku nastąpiło oficjalne otwarcie Parku. Przewodniczącym zarządu był sam Jordan, a kierownikiem i zastępcą obiektu doktor Kazimierz Homiński, który zajmował się szczegółowym opracowywaniem programu ćwiczeń i zabaw na poszczególne dni tygodnia.
Przed bramą główną został umieszczony regulamin, określający zasady obowiązujące na jego terenie. Przedstawiał się on następująco:
„Młodzież zamierzająca brać udział w zabawie, zechce zgromadzić się
o oznaczonej godzinie w miejscach odpowiednimi tablicami oznaczonych.
Na boisko tylko uczestnicy zabaw chodzić mogą.
Zabawami i ćwiczeniami kierują tylko przewodnicy, których polecenia wykonywane być muszą. Nieposłusznych wyklucza się od zabaw.
Dziecko słabowite, którego zdrowie większego umęczenia nie znosi, powinno być przewodnikowi przed rozpoczęciem zabawy wskazane.
Przewodnik oznacza, kiedy i jakie przybory mają być do zabawy użyte.
Przyborów tych nie wolno z miejsca na zabawę przeznaczonego wynosić.
Dozorcy ogrodu napiwku dawać nie należy”.
Przy wejściu na teren Parku Jordana znajdował się drewniany budynek, mieszczący halę gimnastyczną dla chłopców, mniejszą salę gimnastyczną dla dziewcząt
i zbrojownię. Naprzeciw wejścia do hali zlokalizowano magazyn przyrządów używanych do zabaw, ponadto w budynku mieściła się kancelaria, gdzie dokonywano zapisów na zajęcia. Dalej był kolejny budynek z natryskami, szatnią dla nauczycieli i restauracją.
Do dyspozycji młodzieży były pawilony, korty tenisowe, sale gier oraz place zabaw wyposażone w mostki, drabinki, drążki, kładki i równoważnie. Na terenie Parku usytuowano 12 boisk sportowych, każde miało inne przeznaczenie i było inaczej zaprojektowane, a wszystkie wtopione w bujną zieleń drzew i krzewów.
Warto przyjrzeć się im bliżej. Boisko numer jeden tworzyło szeroką aleję, jego połowa była dla chłopców. Podzielono ją na pięć części, każdą z nich oznaczono tabliczką z napisem informującym o przeznaczeniu do danego rodzaju aktywności, np. skoki, szczudła, koń. Natomiast na drugiej połowie odbywały się zabawy i ćwiczenia dziewcząt. Oprócz części pierwszego, do użytku dziewcząt były przeznaczone boiska numer dwa, trzy i cztery. Boisko czwarte było wyposażone w kółka, drabiny, pomosty, kładki i równoważnię. Boisko piąte umieszczono przy pawilonie głównym, miało kształt prostokąta obsadzonego dookoła klonami. Dalej rozpościerało się boisko szóste, ćwiczono tu na drążkach, rusztowaniach, równoważniach, kładkach i drabinkach. Kolejne siódme boisko służyło młodzieży męskiej do ćwiczeń bez użycia przyrządów. Boisko ósme przeznaczono do gry w piłkę nożną, miało kształt elipsy, twardą powierzchnię i dwie bramki. Boisko dziewiąte służyło do typowych dziecięcych zabaw ruchowych, zaś dziesiąte o powierzchni 390 m2 przeznaczone było dla starszych uczniów oraz młodzieży rzemieślniczej. Wykonywano tam ćwiczenia z użyciem maczug. Z kolei na największym boisku oznaczonym numerem jedenaście, znajdującym się w południowej części parku i oddzielonym od pozostałych świerkami i brzozami, odbywały się zabawy i ćwiczenia najmłodszych chłopców. Dodatkowo na terenie Parku znajdowały się boiska do tenisa, krokieta i krążnika. Niedaleko boiska ósmego znajdowała się strzelnica, ćwiczono tam strzelanie i rzucanie dzidą. Boiska do gry w piłkę pokryte były murawą, natomiast pozostałe wysypane piaskiem. Przy każdym były ustawione wieszaki na okrycia wierzchnie i czapki bawiącej się w parku młodzieży. Wzdłuż alei głównej, na dużych kolumnach poustawiane były popiersia sławnych i dzielnych Polaków, „którzy imię Polski na cały świat rozsławili”.
Program i organizacja Parku
Celem utworzenia Parku było organizowanie dla dzieci i młodzieży rozrywki o charakterze sportowym. Szczególnie dla tej, która nie miała odpowiednich do rozwoju warunków domowych oraz należytej opieki. Zajęcia prowadzono pod okiem wykwalifikowanych przewodników i instruktorów, którymi byli lekarze, studenci i nauczyciele ludowi.
Doktor Kazimierz Homiński, najbliższy współpracownik Jordana, zajmował się opracowywaniem szczegółowego programu ćwiczeń i zabaw na poszczególne dni tygodnia. Program uwzględniał nie tylko rozwój fizyczny dzieci i młodzieży, ale również ich rozwój społeczny.
Wstęp do Parku był bezpłatny, przyjmowano dzieci od szóstego roku życia. Każde dziecko biorące udział w zabawach było poddawane badaniom lekarskim na początku i na końcu sezonu. Frekwencja była wysoka, przekraczała liczbę 2000 uczestników dziennie. Zajęcia w Parku rozpoczynały się 1 maja,
a kończyły we wrześniu, brali w ich udział uczniowie szkół ludowych, średnich oraz młodzież rzemieślnicza.
Młodzież szkolna ćwiczyła w dni powszednie, natomiast niedziele i święta były przeznaczone dla młodzieży rzemieślniczej. Zajęcia dla uczniów rozpoczynały się w maju i czerwcu od godziny 17.30 i trwały półtorej godziny, zaś
w okresie wakacji początek był o 18.00. Wszyscy uczestnicy zajęć gromadzili się w wyznaczonym miejscu. Uczniowie szkół ludowych zbierali się obok pawilonu, dziewczęta na boisku numer trzy, zaś uczniowie szkół średnich na boisku numer jeden. Następnie ustawiali się w szeregu i razem szli na wyznaczone boisko. Po przybyciu na miejsce każdy obowiązkowo zakładał mundurek. Uczestnicy zajęć byli podzieleni na zastępy, na czele każdego stał przewodnik grupy, ubrany również w mundur. Oprócz prowadzenia zajęć przewodnicy czuwali nad frekwencją swoich podopiecznych. Wyrabiano w ten sposób obowiązkowość
i systematyczność. Pomiędzy grupami organizowano współzawodnictwo, obowiązywał też system nagród i wyróżnień.
Przez pierwsze 45 minut wykonywano ćwiczenia na różnych przyrządach gimnastycznych, ćwiczono też grupowo. Po skończonych zajęciach, przy śpiewie patriotycznych pieśni maszerowano na kolejne boisko, by tam wziąć udział
w grach i zabawach. Zabawy, które popularyzowano w Parku Jordana, można podzielić na trzy kategorie. Pierwszą z nich stanowiły zabawy gimnastyczne, do których zaliczano: rzucanie krążkiem, dzidą, oszczepem i strzelanie z łuku. Kolejną kategorią były zabawy budzące współzawodnictwo, należały do nich: pościg, pogoń, wybijanka, piłka nożna, krykiet. Do trzeciego rodzaju gier zaliczano zabawy, w których nie było zwycięzców, np.: „Kot i mysz”, „Jarzębina
i kury”. Po zajęciach przewodnicy składali sprawozdanie z ich odbycia, natomiast uczestnicy ćwiczeń korzystali z natrysków.
W czasie wakacji w lipcu organizowano w Parku Jordana wielką „zabawę ogrodową”. Był to pokaz całorocznego dorobku sportowego, połączony z loterią fantową i grami towarzyskimi. Zwieńczenie uroczystości stanowiły „ćwiczenia zawodnicze”, w których uczestnicy wykonywali szereg różnych ćwiczeń oraz brali udział w wyścigach. Nagrodą było zdobycie „palmy pierwszeństwa”. Wszystkim atrakcjom towarzyszyły występy chóru i orkiestra rzemieślników, zajmująca miejsce przed popiersiem T. Kościuszki. Całą uroczystość kończył Henryk Jordan krótkim przemówieniem oraz wpisaniem do złotej księgi nazwisk najlepszych i najpilniejszych uczestników. Ci, którzy wywiązywali się rzetelnie ze swoich obowiązków, dostawali odznaczenia. Pokazy sportowe organizowano też pod koniec wakacji, celem była prezentacja różnych form rekreacji, popularyzowanych w Parku podczas lata.
W 1899 roku Henryk Jordan uzyskał pozwolenie na budowę tzw. mleczarni, w której przygotowywano podwieczorek dla młodzieży. Każdy uczestnik zajęć mógł go otrzymać po zakończeniu ćwiczeń na podstawie otrzymanego przy zapisie talonu.
W okresie zimowym urządzano w Parku ślizgawkę, a zajęcia gimnastyczne odbywały się w salach. Na okres bożonarodzeniowy pożyczano uczestnikom ciekawe książki.
Jordan wielką troską otaczał wychowanków, zdolnych i pracowitych nagradzał książeczkami oszczędności, zachęcając ich do oszczędzania. Oprócz tego sam bezpośrednio zajmował się Parkiem. O jego zaangażowaniu świadczą słowa dra Eugeniusza Piaseckiego, który napisał: „Nie tylko co dzień osobiście dogląda zabaw młodzieży, lecz działa własnym przykładem: skupia wokół siebie grono przyjaciół, kolegów i uczniów, i w ich towarzystwie ugania się za piłką, jak chłopiec”.
Pomysł stworzenia parku, w którym dzieci i młodzież mogły pod okiem wykwalifikowanych instruktorów uprawiać gry sportowe, był przedsięwzięciem rewolucyjnym. Mimo że istniały już wtedy ogródki dziecięce w innych krajach, to Park założony w Krakowie wyróżniał się doskonałą i przemyślaną organizacją. Na przyjętych przez Jordana rozwiązaniach wzorowali się cudzoziemcy. Podobne parki powstały m.in. w Wiedniu, a także we Lwowie, Warszawie, Nowym Sączu i Tarnopolu. Przykładowo, Magistrat miasta Warszawy przydzielił specjalne tereny na place gier i zabaw dla dzieci i młodzieży. Dotacje na urządzenie tych terenów uzyskano z zapisu Wilhelma Raua; w ten oto sposób
w 1899 powstały Ogrody imienia Raua, w których również w sposób racjonalny organizowano czas wolny dzieci i młodzieży.
Park Jordana był zwiastunem wprowadzenia nowego stylu, umożliwiającego od najmłodszych lat życie twórcze, zapewniające lepszą sprawność fizyczną i umysłową. Ogród stworzony przez Jordana był szkołą pracy nad sobą, nad sprawnością umysłową i zdrowiem. Inicjatywa Henryka Jordana zapoczątkowała oryginalny i wartościowy system wychowania pozaszkolnego, opierający się na rekreacji ruchowej.
Wychowanie poprzez zabawę
Doktor Jordan w założonym przez siebie Parku dał impuls do rozwijania zorganizowanej pracy pozaszkolnej. Dzięki niemu wyprowadzono wychowanie fizyczne z zamkniętych sal na świeże powietrze. Chciał pokazać, jak można zainspirować młodzież szkolną w godzinach wolnych od nauki, łącząc z tymi zajęciami zdobywanie licznych umiejętności związanych z ich zainteresowaniami.
Praca wychowawcza w Parku polegała na wszechstronnym kształceniu dzieci i młodzieży i przygotowaniu ich do życia w społeczeństwie. U podstawy systemu Jordana leżała nie tylko troska o poprawę ich fatalnego stanu zdrowotnego, ale również dbałość o pełny rozwój osobowości. Jako podstawowy cel wychowania doktor Jordan zawsze na pierwszy plan wysuwał wychowanie zespołowe i wszechstronne kształcenie jednostki pod względem fizycznym. Dodatkowo uwzględnił wychowanie moralne, umysłowe, politechniczne, patriotyczne i estetyczne.
Główny element systemu pedagogicznego stanowiły gry, zabawy i sporty na świeżym powietrzu. Poglądy na temat ich funkcji wychowawczej przedstawił w publicznym odczycie pt. O zabawach młodzieży, wygłoszonym w 1891 roku w sali „Sokoła” we Lwowie; później odczyt opublikowano w „Przeglądzie Higienicznym”.
Rozprawę tę należy potraktować jako wzorzec jego przemyśleń i krytycznego stosunku do panującego systemu wychowania. Do wystąpienia skłoniła go, jak sam twierdził: „oschła rutyna starych pedagogów, którzy zrozumieć nie mogą, co szkoła i zabawa mogą mieć ze sobą wspólnego i jak karność pierwszej ze sobą drugiej pogodzić”. Podkreślił, że wśród dużej części rodziców panuje błędne przekonanie i „pragnąc dzieciom przez naukę byt zapewnić, od poważnych zajęć oderwać się ich boją”. Przeciwstawił się poglądom głoszącym, że szkoła jest miejscem rozwoju umysłu i wyrabiania dyscypliny. Podkreślił: „ciągłe być poważnym i nieustannie pracować żaden człowiek nie zdoła. Zmęczone ciało wymaga odpoczynku, znużony umysł szuka wytchnienia a dusza pragnie wesołości, tego nastroju, który życie milszym nam czyni. Tego wszystkiego dostarcza nam zabawa”.
Odczyt ten wygłosił Jordan w dwa lata po otwarciu Parku, a wskazówki
w nim zawarte odzwierciedlają jego doświadczenia w pracy z młodzieżą. Podkreślał, że zabawa pełni funkcję zdrowotno-rozwojową i wychowawczą, a zachowanie zdrowia warunkuje codzienne „spędzanie przynajmniej dwóch godzin przy ćwiczeniach cielesnych i zabawach na wolnym powietrzu”. Wskazywał i uzasadniał, że przez właściwą organizację czasu wolnego można ograniczyć ujemne skutki przeciążenia nauką oraz przeciwdziałać znużeniu i wyczerpaniu.
Uważał, że zabawa jest dla dzieci i młodzieży źródłem zaspokojenia ich naturalnej aktywności ruchowej, sposobem realizacji własnych pomysłów
i okazją do odnoszenia sukcesów indywidualnych i zbiorowych. Istotą zabawy jest kształtowanie cech charakteru i umiejętności, niezbędnych w życiu społecznym. Zabawa uczy wytrwałości, koncentracji, panowania nad sobą, podejmowania szybkich decyzji, orientacji, rozwijania samodzielności w działaniu i pobudzania do czynu. Apelował do rodziców i nauczycieli, aby dobrze rozumieli istotę zabawy, która jest „znakomitym środkiem do wyrobienia
i utrzymania sił żywotnych”.
Twierdził, że boisko jest najlepszą szkołą życia, ponieważ umożliwia kształtowanie cech charakteru, a wspólne zabawy rozwijają koleżeństwo oraz uczą pracy w grupie i dążenia do osiągania celu. Ponadto pozwalają wychowawcy zbliżyć się do wychowanków, zdobyć ich zaufanie i mieć większy na nich wpływ. Zabawy przygotowują do dorosłego życia w społeczeństwie „nie z zakazu, pod przymusem” tylko w dobrowolnej zespołowej zabawie.
W odczycie wygłoszonym we Lwowie Henryk Jordan przedstawił też problemy zdrowotne dziewcząt. Twierdził, że zaledwie 30% ich populacji cieszy się dobrym zdrowiem. Wzbudzało to niepokój ze względu na ich przyszłą powinność, związaną z wydaniem na świat potomstwa. Dlatego apelował, aby dziewczęta dobrze się odżywiały i często gimnastykowały.
Odczyt swój zakończył słowami: „Starajmy się być bogatymi – to potrzebne, starajmy się być mądrymi – to jeszcze ważniejsze, ale przede wszystkim myślmy o tym, byśmy fizycznie byli dzielniejsi, byśmy nie ginęli, by nas było coraz więcej, a nie mniej!”.
Oprócz strony fizycznej Jordan dbał również o rozwój intelektualny każdego z uczestników zajęć. Szczególną uwagę zwracał na pogłębienie wychowania przez naukę historii Polski. Lekcje odbywały się u stóp pomników bohaterów narodowych na terenie Parku, w miejscach stanowiących miejsca historycznej pamięci, tj. na Wawelu i Kopcu Kościuszki.
Nowatorskim pomysłem Jordana było wprowadzenie kształcenia politechnicznego. W dwugodzinnych zajęciach prowadzonych trzy razy
w tygodniu brali udział uczniowie szkół średnich. Zakres prac obejmował wykonywanie podpórek do kwiatów, wieszaków na ubrania oraz nabycie wprawy w posługiwaniu się piłą do drewna i w pracach ślusarskich. Prowadzono również warsztaty o charakterze ogrodniczym, młodzież zajmowała się sadzeniem kwiatów, warzyw i drzewek.
Udział w zajęciach warsztatowych oparty był na dobrowolnym udziale uczniów i bezinteresowności nauczycieli. Dzięki warsztatom uczniowie mogli rozwijać umiejętności w posługiwaniu się prostymi narzędziami. Wzbudzano w nich również zainteresowanie różnymi zawodami w celu obrania właściwej drogi życiowej.
Organizacja warsztatów i ogródków umożliwiała wartościowe spędzanie wolnego czasu pod okiem wykwalifikowanych wychowawców. Było to szczególnie ważne dla młodzieży pozbawionej należytej opieki w domu.
W swoich poczynaniach Henryk Jordan zawsze miał na uwadze oddziaływanie na moralność swoich podopiecznych. Przejawiało się to w wyrabianiu w wychowankach nawyku obowiązkowości, silnej woli i dyscypliny. Dodatkowym elementem kształcenia moralnego było wpajanie szacunku do pracy i poszanowania własności społecznej. Spośród wszystkich elementów składających się na rozwój indywidualny uczniów Jordan dbał o rozwijanie postawy estetycznej – rozbudzając w nich czynną i twórczą postawę wobec piękna. Koniecznie należy dodać, że w Parku działały zespoły wokalne i muzyczne, które dbały o popularyzację pieśni patriotycznych, piosenek ludowych i regionalnych.
W zajęciach prowadzonych w Parku, oprócz uczniów ze szkół, uczestniczyła także młodzież rzemieślnicza. Byli to młodzi ludzie, często zaniedbani wychowawczo, mieszkający nierzadko z dala od domu rodzinnego, pozbawieni rozrywek w dni wolne od pracy.
Praca z nimi była trudna. Starano się zaszczepić w nich elementarne zasady higieny osobistej, wyrobić nawyk starannego mycia się, a następnie realizowano program zajęć. Chcąc je uatrakcyjnić, wprowadzono naukę śpiewu pod kierunkiem profesora Józefa Sierosławskiego. Aby nie dopuścić do przerwy w pracy pedagogicznej, w okresie zimowym organizowano regularną naukę śpiewu chóralnego na cztery głosy, dla starszej młodzieży Jordan utworzył chór „Harmonia” i orkiestrę. Integracji służył założony przez Jordana Polski Związek Uczniów Rękodzielniczych i Robotniczych.
Aby zimą zachęcić jak najwięcej młodzieży rzemieślniczej do uczestnictwa w zajęciach, Henryk Jordan z własnych funduszy organizował śniadania i podwieczorki, a najpilniejszym uczestnikom wręczał książeczki oszczędnościowe z pierwszą wpłatą. Liczba młodzieży rzemieślniczej uczęszczającej do Parku na ćwiczenia, gry i zabawy znacznie wzrosła w 1891 roku, co spowodowane było w dużym stopniu możliwością zakupu mundurków po niskich cenach. Dzięki temu utworzono dwa zdyscyplinowane i umundurowane zastępy, a po roku można było utworzyć 3 oddziały złożone
z czeladników i starszych chłopców oraz cztery oddziały, do których należeli dopiero przyjęci chłopcy. To właśnie do ich programu z czasem Jordan wprowadził ćwiczenia wojskowe, które były wielką atrakcją i przyczyniły się do dalszego podniesienia frekwencji w Parku.
Korzystną formą oddziaływania wychowawczego na tę grupę młodzieży były wycieczki. Do niezapomnianych należała wyprawa do wąwozu w Mnikowie, ale najgłębsze przeżycia pozostawił wśród młodzieży rzemieślniczej czynny udział w festynie kościuszkowskim, w którym chłopcy występowali w roli kosynierów w inscenizowanej bitwie racławickiej.
W Parku Jordana wprowadzono przysposobienie wojskowe pozostałej młodzieży, która początkowo uważała to za bardzo atrakcyjną zabawę. Nie było to zajęcie obowiązkowe, jednak z czasem ćwiczenia wzbudziły duże zainteresowanie. Zajęcia odbywały się w sobotę, udział mogli brać wyłącznie Ci, którzy w czasie całego tygodnia wykazali się wzorową frekwencją i zdyscyplinowaniem. Uczestnicy zajęć wojskowych występowali
w mundurkach i używali drewnianych karabinów. Z czasem starsza młodzież odbywała prawdziwe ćwiczenia wojskowe. Każdy uczestnik po zgłoszeniu się do oddziału otrzymywał karabin, uczył się obchodzenia z bronią i brał odpowiedzialność za jej stan.
Konkludując, warto jeszcze wspomnieć o przygotowaniu wykwalifikowanej kadry do prowadzenia zajęć. Aby mieć kontynuatorów, Jordan podjął starania o kształcenie nauczycieli wychowania fizycznego na poziomie akademickim. Rozpoczął od zorganizowania kursów dla przewodników – organizatorów gier i zabaw w Parku. Kursy były systematycznie doskonalone, a program modyfikowany. Absolwenci kursów byli zatrudniani nie tylko
w Parku, ale też w szkołach ludowych.
Dzięki silnemu wsparciu uzyskanemu od profesorów Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego, zaangażowanym w społeczną działalność w obszarze wychowania fizycznego, odbyła się w 1893 roku narada naukowa poświęcona organizacji kursów wychowania fizycznego. W 1894 roku Rada Szkolna Krajowa wyraziła zgodę na zorganizowanie przy Uniwersytecie Jagiellońskim dwuletnich Kursów Naukowych dla Kandydatów na Nauczycieli Gimnastyki w Szkołach Średnich i Seminariach Nauczycielskich. Uruchomienie pierwszych dwuletnich Kursów Naukowych dla nauczycieli wychowania fizycznego miało miejsce w 1895 roku. Stały się one pierwowzorem późniejszych akademickich studiów Wychowania Fizycznego. Uczestnikami byli początkowo studenci Wydziału Lekarskiego i Filozoficznego, z czasem zaczęto przyjmować wychowanków seminariów nauczycielskich. W programie były wykłady
i ćwiczenia, w tym: praktyczne zajęcia z gimnastyki (ćwiczenia na przyrządach, wolna gimnastyka oraz metodyka gier i zabaw), metodyka gimnastyki i historia. Plan kursów obejmował również anatomię i fizjologię człowieka oraz dietetykę i higienę.
Słuchacze Kursów Naukowych, będący absolwentami medycyny, byli kierowani do szkół i seminariów nauczycielskich na etaty nauczycieli, by w ten sposób nieformalnie pełnić obowiązki lekarzy szkolnych.
Duże zainteresowanie Kursami Naukowymi organizowanymi przy Uniwersytecie Jagiellońskim nastąpiło w 1913 roku, już po śmierci Jordana. Wtedy utworzono Studium Wychowania Fizycznego, co nadało wychowaniu fizycznemu rangę przedmiotu uniwersyteckiego.
Kontynuatorami idei Jordana byli jego uczniowie, wśród nich współpracownik i wybitny teoretyk wychowania fizycznego Eugeniusz Piasecki, który w jednej ze swych prac tak przedstawił Jordana: „Jordan – to wielki rozdział
w dziejach wychowania fizycznego w Polsce. Nie ma większego ani mniejszego rozgałęzienia tego ruchu, który by nie zawdzięczał jemu bodźca do swego rozwoju”.
***
Henryk Jordan był twórcą nowoczesnego wychowania w Polsce, a jego idea nadal jest aktualna. Analizując jego poglądy na temat wychowania fizycznego
i dbania o zdrowie, możemy z dumą stwierdzić, że stworzył jeden z najlepszych programów autorskich. Pomimo iż koncepcja doktora Jordana uległa przekształceniom, wciąż odgrywa ważną rolę.
Jego twórcza praca zawodowa i społeczna, a szczególnie realizowana
w praktyce koncepcja wychowania młodzieży, przerosła wszystkie modele
i próby organizacji czasu wolnego podejmowane w XX wieku. Ponadczasowość jordanowskiego przesłania realizowanego w Parku jest równoległa współczesnej dydaktyce związanej z teorią wielostronnego kształcenia.
Troska Henryka Jordana o prawidłowy rozwój fizyczny, psychiczny i społeczny oraz idea usportowienia młodego pokolenia znalazła odzwierciedlenie
w powołaniu w 1928 roku Towarzystwa Ogrodów Jordanowskich, które miały za zadanie propagowanie zasad działalności tego typu placówek, tworzenie nowych ogródków oraz popularyzowanie sportu i rekreacji ruchowej.
Sprawiło to, że ogródki jordanowskie pełniły i nadal pełnią ważną funkcję wychowawczą. Należy pamiętać, że wartość aktywnego spędzania czasu wolnego jest wyznaczana wieloma czynnikami, nie tylko natury rodzinnej, ale też ekonomicznej, o czym wiedział doskonale Henryk Jordan, który próbował stworzyć realne warunki aktywnego spędzania czasu wolnego bez względu na zaangażowanie rodziców w proces wychowania.
Rola aktywności ruchowej jest niezwykle ważna. Inicjatywa popularyzacji kondycji fizycznej obecnej w wychowaniu dzieci i młodzieży oraz ruchu na świeżym powietrzu należy do najbardziej skutecznych metod zapobiegania chorobom cywilizacyjnym, takim jak: otyłość, choroby serca, nerwice i urazy oraz deprawacji społecznej. Aktywny tryb życia przyczynia się do wewnętrznej równowagi organizmu i utrzymuje dobry stan zdrowia. Henryk Jordan miał świadomość potrzeby rozwoju fizycznego dzieci młodzieży, dlatego stworzył ideę na miarę potrzeb społeczeństwa.



dr hab. Anna Szylar jest nauczycielem konsultantem w Podkarpackim Centum Edukacji Nauczycieli oraz pracownikiem naukowo-dydaktycznym
w PWSZ w Tarnobrzegu

poniedziałek, 22 luty 2016 09:37

Kazimierz Ożóg, Kilka uwag o wartości języka

Kilka uwag o wartości języka
Mów zwięźle, w niewielu słowach zamknij wiele treści.
                                      (Syr 32,8)
Język centrum sfery aksjologicznej człowieka
Nieprzypadkowo na początku moich rozważań przytaczam motto z Księgi Syracha. Mój szkic na temat wartości języka ma być artykułem zwięzłym, ma wypełniać zasadę biblijną i… maksymę współczesną, nazywaną maksymą ilości Grice’a: „podawaj tyle informacji, ile jest konieczne”. „Nie męcz odbiorcy zbytnim wymądrzaniem, przecież i tak to wiadomo od dawna”. Biblia zawiera wiele uniwersalnych myśli odnoszących się do języka – tego fenomenu, który ma kapitalne, podstawowe znaczenie w życiu człowieka i ludzkich społeczności. Język przez fakt powszechności użycia jest jednak, paradoksalnie, niedoceniany. Zauważamy go – podobnie jak powietrze – gdy go brakuje, albo kiedy jest popsuty. Tymczasem, powtórzmy, język jest nieodzowny do życia człowieka. Słowo często jest w pogardzie, nie szanujemy języka nie tylko przez fakt używania wyrazów wulgarnych, agresywnych, kłamliwych, ale przez bylejakość mówienia i pisania, chaos zdań, relatywizm znaczeń, przez arbitralne ustalanie wartości, czy chociażby nieprzygotowanie naszych wystąpień publicznych. Przeciętny Polak, nawet z wyższym wykształceniem, niewiele powiedziałby, gdyby został zapytany o wartość języka. Z moich badań wynika, że przekazałby kilka banalnych sformułowań o gramatyce, przekazywaniu przez język informacji
i poprawności językowej. Uzasadnienie ważności języka nawet dla studentów kierunków humanistycznych jest trudne. No, język ma dużą wartość. I tyle. Musimy zatem ciągle przypominać o wielkiej wartości języka po to, aby lepiej się nim posługiwać, bo dobre używanie słowa daje zarówno pojedynczej osobie, jak i różnym wspólnotom wymierne korzyści.
Wśród wielu określeń człowieka, głównego podmiotu świata przyrody
i historii, spotykamy interesującą charakterystykę: człowiek to homo loquens. Rzeczywiście, mowa, najdoskonalszy system znaków pierwotnie fonicznych, służących do porozumiewania się osób, jest ważnym wyróżnikiem „korony bytów”, czyli gatunku ludzkiego. Słowo otacza człowieka od początku istnienia w łonie matki, potem towarzyszy mu przez całe życie w różnych okolicznościach i wspólnotach, także w samotności, aż do śmierci - usque ad mortem.
A i po śmierci mówią o nas w komunikatach, używając różnych słów. Nawet jest powiedzenie, że o zmarłym należy mówić tylko dobrze.
Człowiek istnieje w języku i przez język się staje w pełni człowiekiem,
a sfera słowa obejmuje go – niczym dobra matka swoje dziecko – w jego życiu i działaniu nieustannie. Podmiot mówiący, człowiek, kształtuje siebie, tworzy ludzką kulturę, zmienia świat i wspólnoty także przez język. Interesująco napisała o tym Kazimiera Krakowiak: „Język jest niezbędny każdemu człowiekowi, ponieważ to on umożliwia bycie człowiekiem wśród ludzi. Być człowiekiem to znaczy mówić. Mówić do siebie i do innych. Mówić do siebie, aby stawać się sobą, budować własną tożsamość i świadomość, rozwijać osobowość, porządkować doświadczenie i tworzyć własny obraz świata. Rozmawiać z innymi, aby otrzymywać od nich udział w ich doświadczeniu, a także, aby dawać się poznać i udzielać im swojego doświadczenia. Język jest potrzebny człowiekowi do bycia sobą we wspólnotach osób: rodzinnej, rówieśniczej, edukacyjnej, przyjacielskiej, lokalnej, religijnej, narodowej i ogólnoludzkiej”.
Język jest w centrum działań edukacyjnych każdej wspólnoty. Edukacja odbywa się w głównej mierze przez język, który powstał także po to, by przekazywać pokoleniom wiedzę i kolejne doświadczenia. Kapitalne jest znaczenie języka jako tworzywa dzieł literackich. Literatura, sztuka słowa, od początków ludzkich wspólnot wzrusza, uczy, dostarcza przeżyć estetycznych.
Język jest ciągle wielką tajemnicą. Poznajemy stopniowo różne jego cechy, ale ciągle jest to poznanie cząstkowe, w jakiś sposób niewystarczające. Każda
z licznych w XX wieku szkół językoznawczych dobrze tłumaczy tylko niektóre, wybrane aspekty użycia języka. Strukturalizm jest zafascynowany precyzyjnym kształtem języka jako systemu, doskonałością mechanizmów formalnych i semantycznych związków, a przedstawiciele tej szkoły metodologicznej dokładnie opisują rozmaite relacje, jakie istnieją między elementami tego niezwykłego systemu znaków. Z kolei badania socjolingwistyczne, pragmatycznojęzykowe, etnolingwistyczne, dociekania nad językowym obrazem świata, refleksja kognitywna, neurolingwistyka dają opis procesów poznawczych nazywanych, organizowanych i wzmacnianych przez język, przybliżają inne jego strony, jako najważniejszego symbolicznego sposobu organizowania przez człowieka świata fizycznego i duchowego przez nazywanie jego elementów i tworzenie przez język alternatywnego świata symbolicznego.
Różne szkoły badawcze, zwłaszcza te „nowsze”, mocno akcentują ważność języka w wymianie informacji między osobami i grupami. Strukturalistyczne definicje języka zwracają uwagę na rolę tego fenomenu w porozumiewaniu się osób. I tak, Encyklopedia językoznawstwa ogólnego, znakomita summa wiedzy systemowej o języku podaje taką jego definicję: „Język – system znaków (prymarnie dźwiękowych, wtórnie pisanych i innych) służący do porozumiewania się w danej społeczności”. Istotnie, język jest w komunikacji między ludźmi kodem podstawowym. Niewiele się jednak pisze o języku jako wartości samej w sobie.
Język ma swoiste położenie w świecie wartości. Sam, będąc wartością, służy do wyrażania innych wartości. Człowiek mówiący wyraża swoje wartościowanie głównie przez język, jest to więc wartość szczególna. Należy zatem wzmóc badania języka jako wartości, owego niezwykłego – jak podkreślają to niektórzy badacze – dobra, daru, bogactwa pojedynczej osoby i całych wspólnot.
Osoba, podmiot myślący i mówiący, nadaje sens i wartość czemuś w otaczającym go świecie. Proces wartościowania jest uniwersalny i dotyczy wszystkich ludzkich wspólnot. Jako osoby jesteśmy zatem w centrum operacji przyporządkowywania rzeczom, zjawiskom, faktom jakieś dobrej bądź negatywnej cechy. Ten proces nazywa się wartościowaniem, jest on dokonywany głównie przez język, przez specjalne operacje semantyczne, sensotwórcze zabiegi, oddające treści odnoszące się do X-a na skali dobry – zły. W polskich badaniach lingwistycznych wyrażanie przez język różnych wartości (nazywanie pojęć nośników wartości, językowe operacje wartościujące) znakomicie rozpoznała Jadwiga Puzynina, jednak mało uwagi poświęca się samemu językowi jako wartości. Wstępne badania na temat języka wśród innych wartości poczynił Tadeusz Zgółka. Bardzo interesująco pisze on nie tylko z językoznawczego, ale i filozoficznego punktu widzenia o relacjach języka do klasycznej triady wartości, czyli dobra, piękna i prawdy. Poznański badacz poczynił ważne ustalenia dotyczące prawdy w języku i wartościach logicznych zdań.

Wartość języka w Piśmie świętym
Przez stulecia myślenie o języku jako wartości zostało zdominowane przez wykład Pisma świętego, które w wielu miejscach dobitnie tłumaczy, jak ta wartość języka, używanego przez człowieka we wspólnocie mówiącej, ma swoje odniesienia do jego udanego bądź nieudanego życia. Pisali o tym bibliści oraz teologowie (moraliści), ale językoznawcy nie zajmowali się szerzej tym problemem. Czasem któryś z nas, językoznawców, zapisuje po przeprowadzeniu badań empirycznych i dociekaniach teoretycznych, zdawać by się mogło oryginalną obserwację, tymczasem jest już ona zawarta w Biblii. Badacz języka jako fenomenu, który jest przez ludzi często wartościowany, znajduje w tej Księdze kapitalne spostrzeżenia, które można rozwinąć, stosując nowoczesne metodologie badań języka. Należy zatem nawiązywać do tych uniwersalnych obserwacji sprzed 2-3 tysięcy(!) lat. Wiele skorzystać tu może współczesna teoria komunikacji językowej czy badania z pragmatyki lingwistycznej. Jeśli tak wiele w różnych opracowaniach mówi się dzisiaj o udanej, skutecznej (fortunnej) komunikacji, to podstawy tej refleksji mieszczą się już w Piśmie świętym.
  Język w Biblii ukazywany jest jako dar Boga, a więc dobro, wartość dla pojedynczego człowieka i całej wspólnoty. Wykład o wartości języka ma
w Biblii co najmniej trzy wymiary (piszę co najmniej, gdyż pomijam tu kwestię języka, słowa kierowanego przez Boga do ludzi): po pierwsze, język ukazywany jest jako podstawowa wartość w życiu pojedynczego człowieka, jego najbardziej osobiste dobro, które pozwala mu na ekspresję najbardziej intymnych myśli, przeżyć, na oddanie słowami tego, co mieści się w „sercu” i wnętrzu człowieka, po wtóre, jako wartość w komunikacji człowieka z człowiekiem, jako podstawowe narzędzie przekazu informacji i kierowania innym, a po trzecie, jako doskonałe – a więc bardzo wartościowe – narzędzie głoszenia przez wspólnotę i pojedynczą osobę chwały należnej Bogu. Pismo święte w całej swej powadze uczy, a więc daje pouczenia, rady, umoralniające sądy, praktyczne nauki – często zmetaforyzowane – jak powinien wyglądać dobry język w użyciu, taki, który zapewni człowiekowi powodzenie w życiu i błogosławieństwo Boże. Te same spostrzeżenia, często nawet spłycone, spotkać można we współczesnych podręcznikach teorii komunikacji. Biblia dostrzega także takie osoby, które nie mówią, brak możliwości posługiwania się językiem jest wielkim brakiem podstawowego dobra człowieka, jest więc nieszczęściem. Język jest wspaniałym darem Bożym, jednak ten niezwykły dar może być użyty dobrze bądź źle. Domena działań językowych przekłada się na ważne kategorie moralne. Życie człowieka zależy także od sposobów używania przez niego języka:
Życie i śmierć są w mocy języka. (Prz 18,21),
W mowie jest chwała i hańba człowieka, a język może sprowadzić jego upadek (Syr 5,13)
Pismo święte chwali, zaleca język, który przynosi życie i chwałę człowiekowi. Jest to język, który określany jest wprost jako dobry i zestawiany jest przez opozycję z językiem złym (przewrotnym). Jest to mowa życzliwa, łagodna, oszczędna w słowach, nieobłudna, niosąca prawdę. Obraz dobrej komunikacji przez język proponowany przez Biblię jest uniwersalny i jak najbardziej można go stosować do współczesnych sposobów skutecznego, życzliwego, prawdziwie ludzkiego porozumiewania się. Są to zalecenia ciągle aktualne. Najprościej: dobre słowo uskrzydla człowieka, daje mu rozliczne wartości, buduje jego osobę, daje sens życia, przynosi radość, słowo złe, nieprzyjazne przynosi cierpienie, zadaje ból, powoduje dezintegrację psychiczną, często śmierć cywilną, a nawet fizyczną. Co ciekawe, obserwacje biblijne dotyczą pierwotnej odmiany języka, jaką jest odmiana mówiona. Wiele obserwacji i zaleceń biblijnych dotyczy naszych najprostszych, potocznych, codziennych – do zastosowania tu i teraz – kontaktów językowych. Są to mądrości uniwersalne, znakomicie wplecione w przykłady pochodzące z najbardziej podstawowych doświadczeń człowieka. Porównajmy kilka cytatów, które wzruszają nie tylko wierzących:
Dobre słowa są plastrem miodu słodyczy dla gardła, lekiem dla ciała (Prz 16,24);
Drzewem życia jest język łagodny, złamaniem na duchu – przewrotny (Prz 15,4);
Człowiekiem nikczemnym i nicponiem, kto chodzi z kłamstwem na ustach (Prz 6,12);
Nie uniknie się grzechu w gadulstwie, kto ostrożny w języku – jest mądry (Prz 10,19);
Do pouczeń serce swe nakłoń
Do mądrych słów – swoje uszy (Prz 23,12).
Księgi Pisma świętego nieraz podkreślają, że zły język jest najpierw niszczący, destrukcyjny dla posługującego się nim człowieka, a także – co ważne – przekleństwem, nieszczęściem dla otoczenia osoby tak mówiącej. I przeciwnie, dobra mowa jest zbawienna nie tylko dla jej autora, ale i dla wspólnoty, porównajmy:
Do Pana w swoim utrapieniu wołałem i wysłuchał mnie. Panie, uwolnij moje życie od warg kłamliwych i od podstępnego języka! (Ps 120);
Nigdy nie powtarzaj słów zasłyszanych,
A nic na tym nie stracisz (Syr 19,7).
Wartość języka dla osoby, grupy i narodu
Wartość języka dla jednostki, czyli pojedynczej osoby, jest ogromna. Język jest pierwszym i najważniejszym wyznacznikiem każdego człowieka jako odrębnej i godnej w swych niezbywalnych prawach osoby. Najpierw język organizuje naszą wewnętrzną przestrzeń, tożsamość i świadomość bytu  –  dla każdego z nas najważniejszego elementu świata, którym jest JA. Kolejno przenosi tę organizację, swoiste uporządkowanie na świat zewnętrzny, nazywając jego części składowe (elementy) w języku, tworząc językowe obrazy relacji, związków, przyporządkowania i w sumie oswojenia. Wielu badaczy zwraca uwagę na szeregowanie, porządkowanie zjawisk świata przez dziecko uczące się języka. Mały człowiek, „oszołomiony” ogromem świata, jego różnorodnością i ilością części składowych, wprowadza – niby biblijny Adam – uporządkowanie przez wydzielanie przedmiotów i ich nazywanie, bo to, co nazwane, jest oswojone. Ta żywiołowa czynność nazywania przez język części, fragmentów świata występuje najpierw w czasie akwizycji naturalnej języka. Dziecko spontanicznie, naturalnie, radośnie w zabawie wydziela fragmenty świata i je nazywa konwencjonalnie bądź indywidualnie. Po ustaniu tego naturalnego uaktywniania genu mowy następuje akwizycja kulturowa, kiedy przez całe życie wydzielamy i nazywamy nowe dla nas elementy świata – tego fizycznego, a zwłaszcza świata kultury symbolicznej. Czynimy to najpierw przez doświadczenie potoczne i, kolejno, przez instytucjonalne zdobywanie wiedzy w szkole, a najbardziej przez samokształcenie. Zdobywanie wiedzy to kolejne oswajanie świata przez poznane słowa, sądy, teksty, „rachunki i gry” teorii, wreszcie całe dyskursy.
Przez język dokonuje się bardzo ważny proces wchodzenia pojedynczej osoby (zwłaszcza dziecka) w świat społeczny, czyli socjalizacja, kiedy osoba, członek społeczności przechodzi kolejne stopnie wspólnotowego wtajemniczenia i przyswaja sobie system najważniejszych kategorii społecznych, sądów
o rzeczywistości i innych członkach wspólnoty. W języku – jak pisze we wstępie do Antropologii słowa Grzegorz Godlewski – „kryją się matryce naszego bycia i współbycia w słowie, doświadczania czasu i przestrzeni, procedur myślenia i działania”.
Dla osoby język jest przede wszystkim ośrodkiem myślenia. Jest to wartość ogromna, nie do przecenienia, gdyż myślenie i język są nierozerwalnie związane, a udane bycie w świecie w znacznej mierze zależy od naszego myślenia. Tu należy przypomnieć jeden z najsłynniejszych cytatów o języku polskim, pochodzące
z Beniowskiego Juliusza Słowackiego zdanie: „Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa”. Bogaty zasób słów, znajomość różnych typów tekstów, operacji logicznych, wyrażanych chociażby przez spójniki, to dobre przesłanki, że nasze myślenie będzie zróżnicowane, bogate, adekwatne do sytuacji, zdolne do rozwiązywania problemów i wyrażania czy objaśniania nawet bardzo skomplikowanych relacji. I na odwrót, jeśli jakiś osobnik dysponuje językiem ograniczonym, to i jego myślenie jest w jakiś sposób ograniczone, bo naszą myśl musimy ciągle przekładać na słowo. Język ojczysty jako wartość dla osoby jest dla niej podstawą do uczenia, zdobywania doświadczeń potocznych i nie-potocznych, jest fundamentem pomnażania i przyswajania każdej wiedzy, którą musimy przekazywać w postaci sądów o świecie. Osoba oswaja świat głównie przez język, który pozwala jej na swobodne poruszanie się wśród skomplikowanych struktur fizycznych (nazwanych) i symbolicznych. Osoba realizuje swoje życiowe powołanie, np. poetyckie, także przez słowo.
  Język ma wielką wartość dla grupy. Każda grupa działa w języku i przez język, a człowiek, będąc z natury istotą społeczną, przez całe życie pozostaje w różnych grupach. I tu podstawa wartości języka dla grupy jest bardzo oczywista: najdoskonalszym instrumentem działania w grupie jest język naturalny. Nie wymyślono – jak dotąd mimo istnienia wielu języków sztucznych
i całej domeny Internetu – instrumentu doskonalszego, tak uniwersalnego, ekonomicznego, czystego ekologicznie. Powtórzmy, grupa działa przez język, zmienia rzeczywistość przez wymianę słów. Kwestia komunikacji językowej jest w każdej grupie fundamentem udanego działania. Słowa, zdania, teksty, akty mowy nie tylko opisują rzeczywistość, podając o niej ważne dla członków grupy informacje, nie tylko wyrażają nasze emocje wobec świata i innych osób, ale są także formą działania przez nakazy i zakazy, sprawowanie władzy, prawo, rytuały społeczne, religię, naukę, wreszcie kulturę. To wszystko dzieje się w grupie przez język. Bardzo istotna jest w grupie więź komunikacyjna, którą stwarza używanie tego samego języka i uznawanie określonych wartości. Ta więź ma kapitalne znaczenie dla rozwoju człowieka. Rozpad grupy zaczyna się od rozpadu jej języka kooperacji – biblijna metafora wieży Babel jest ciągle aktualna. Wspólnota się rozpada, następuje jej całkowita dezintegracja, jeśli jej członkowie nie mają wspólnego języka. Dominacja zaś jednej grupy nad drugą, ograniczenie wolności, opresyjność przejawiają się także w języku, by wymienić tylko przykład języka komunistycznego, który był narzucany siłą wielu społecznościom narodowym.
 Grupa organizuje instytucjonalne i indywidualne nauczanie i wychowanie głównie przez język. Wreszcie język stanowi podstawowe dobro dla narodu. Znów jego wartość w tym zakresie jest nieoceniona. Dla wielu narodów język jest najważniejszym elementem narodowej tożsamości i stanowi pierwszy, najbardziej istotny składnik narodowej kultury. Każdy naród, mający swój język etniczny, całość swojej przestrzeni kulturowej (kultury materialnej i duchowej) buduje właśnie w języku. Tak jest w przypadku kultury polskiej i naszego ojczystego języka. To polszczyzna sprawia, że kultura polska odróżnia się od innych kultur i ciągle jest zespolona z narodem. Całość doświadczeń narodu: historycznych, religijnych, ideologicznych, obyczajowych, związanych z nauką, procesem wychowania młodych pokoleń, pracą, sztuką itd. zawarta jest w języku polskim. Odkrywanie sensów słów i znaczeń tekstów to kapitalna dekonstrukcja składników kultury polskiej. Naród żyje w kulturze głównie przez język, który często wpływa na sposób widzenia świata. Polszczyzna zawiera rozliczne słownikowe przykłady „starych” ujęć dawnej rzeczywistości i kapitalnych zmian semantycznych dających wejście do wcześniejszego polskiego świata, dawnego sposobu widzenia rzeczywistości przez Polaków. Oto kilka przykładów. Abstrakcyjny wyraz pojęcie został utworzony od bardzo konkretnego czasownika jąć ‘wziąć coś fizycznego, jakiś przedmiot w obie ręce’. W procesach metaforyzacji i uogólniania znaczeń wyraz konkretny, często zresztą używany, stawał się ważnym wyrazem abstrakcyjnym. Podobnie w wyrazie objaśnić „uciąć kawałek nadpalonego knotka, aby świeca lepiej się paliła i dawała więcej światła” zaszła kapitalna zmiana semantyczna – od konkretu do abstraktu. Dziś słowo objaśnić znaczy „wytłumaczyć, powiedzieć coś prościej, rzucić więcej światła na jakąś kwestię”. Przykłady można mnożyć, a z wielu leksemów można odczytać typowo polskie „światy za słowami”.
Szczególną wartość ma język etniczny dla wspólnot narodowych, które z różnych względów przeżywają kryzysy niepodległości, zwłaszcza kiedy ta niepodległość jest utracona w wyniku zbrojnej napaści. Wtedy widać wyraźnie ogromną wartość języka dla zachowania wspólnoty narodowej. Agresor także dostrzega tę wartość i po zwycięstwie militarnym chce ją zniszczyć, zmarginalizować, wtedy zwykle uderza w język. Polska kilka razy w dziejach doświadczała takiego uderzenia; najpierw w czasach zaborów, potem w latach okupacji niemieckiej i sowieckiej. Po likwidacji I Rzeczpospolitej trzy państwa zaborcze potężnie uderzyły w polszczyznę. Prześladowanie języka jako podstawowego dobra narodu trwało w zaborze rosyjskim i pruskim przez cały okres niewoli, natomiast w zaborze austriackim zakończyło się z chwilą przyznania autonomii galicyjskiej w roku 1867. W okresie zaborów język polski dla Polaków był dobrem niezwykłym. Kiedy pod koniec XVIII wieku Polska zniknęła z mapy Europy na 123 lata, język polski – by użyć wielkich słów – stał się niezdobytym nigdy przez wrogów polskości bastionem. Cały wiek XIX jest wielkim świadectwem trwania narodu polskiego w języku ojczystym i przez ten język. Trudny wiek XIX, wiek zaborów, zrywów narodowych, wiek prześladowań polskości, germanizacji i rusyfikacji naród polski przetrwał także dzięki mowie. Dla tysięcy emigrantów po powstaniu listopadowym i styczniowym, dla zesłanych na Sybir język polski stał się jedyną ojczyzną. Tę ojczyznę przynosiły dzieła polskich romantyków i pozytywistów, zwłaszcza Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Zygmunta Krasińskiego. W kraju tworzyli tacy pisarze
i poeci, jak: Wincenty Pol, Władysław Syrokomla, Teofil Lenartowicz, Bolesław Prus, Henryk Sienkiewicz, Maria Konopnicka i wielu innych. Ich utwory były rzeczywiście czytane i uczyły Polaków miłości naszej ziemi. Słowo polskie stanowiło potężną broń w walce o zachowanie polskości. Wartość języka polskiego dla wspólnoty narodowej okazała się wprost bezcenna. Wystarczy tylko przypomnieć kilka tekstów literackich, które stały się swoistym znakiem polskości i przyniosły dla podtrzymania świadomości narodowej więcej korzyści aniżeli niejeden zryw bojowy: Boże, coś Polskę Alojzego Felińskiego, Pan Tadeusz Adama Mickiewicza, Trylogia  Henryka Sienkiewicza, Rota Marii Konopnickiej. Do tego indeksu można dołączać jeszcze długi szereg innych utworów. Porównajmy ciekawą opinię Justyny Chłap-Nowakowej: „To, co język polski miał do zaoferowania, było już tak wspaniałe, tak bezcenne, że pozwoliło mu odegrać jedną z głównych ról w trudnym czasie bez własnego państwa, w czasie zaborów. To była rola zaczynu odrodzenia polskości, nie tylko jej skutecznej obrony, ale
i zwycięstwa w walce o umysły i serca tysięcy takich Linde przybyszów z innych kręgów językowych i kulturowych, a przede wszystkim dla milionów chłopów, którzy w ciągu XIX wieku stali się Polakami”.
W wieku XX język polski nadal integrował naród, który przeżywał najbardziej tragiczne chwile w swojej historii. Znów był znakiem niepodległości, najważniejszym ośrodkiem kultury, i stanowił potężną broń najpierw w walce z okupantami, a później z systemem komunistycznego zniewolenia. Czasy dla narodu i języka były wyjątkowo trudne. Jedno z pierwszych zarządzeń okupanta hitlerowskiego
w Polsce dotyczyło zakazu publicznego używania języka polskiego, zniesiono
w szkołach powszechnych jego nauczanie, zamknięto szkoły średnie i uczelnie wyższe, zlikwidowano wszelkie instytucje kulturalne posługujące się językiem polskim, potężnie uderzono w inteligencję, która przed wojną wspaniale krzewiła wysoką polszczyznę. Z kolei okupant sowiecki w latach 1939-1941 nie tyle uderzał w polskie instytucje kulturalne, co programowo niszczył polską inteligencję, i w ogóle wydał walkę żywiołowi polskiemu na Kresach. Język polski dla wywiezionych tysięcy rodzin polskich na Syberię stał się jedyną namiastką ojczyzny. Wartość języka polskiego dla polskiej wspólnoty narodowej okazała się i po drugiej wojnie światowej,
w systemie komunistycznym, nie do przecenienia. Słowa Czesława Miłosza, Wisławy Szymborskiej, Zbigniewa Herberta, paryskiej „Kultury”, Stefana Wyszyńskiego, Karola Wojtyły (Jana Pawła II) i wielu innych wybitnych postaci kultury polskiej XX wieku wyrastały z wielkiego dziedzictwa narodowego,
w którym język jest szczególną wartością, i to dziedzictwo w wielkim stopniu pomnażały. Słowa te były znakiem niezależnego polskiego ducha a polszczyzna znakomicie przeniosła ideę niepodległości. Język polskiej Solidarności zaczął
w roku 1980 zmieniać Europę.
Wartość języka w działaniach pedagogicznych
Tu tylko zasygnalizuję niektóre problemy. Rola języka w instytucjonalnym nauczaniu i wychowaniu człowieka, a więc w wysiłkach pedagogicznych szkoły (także rodziców) jest nie do przecenienia, to sprawa absolutnie kluczowa. Najpierw język organizuje przestrzeń wewnętrzną młodego (małego) ucznia, określając jego tożsamość, sposób widzenia siebie i świata zewnętrznego. Mały uczeń oswaja przez język nie tylko siebie (poznaje samego siebie), ale i rzeczywistość przez nazywanie jej elementów. Ta kapitalnie zdeterminowana przez język tożsamość jest potem obiektem działań pedagogicznych. Widzę tu trzy kręgi zagadnień, które wskazują na wielką wartość języka.
Po pierwsze, wartość języka jest bezcenna w samej organizacji procesu dydaktyczno-wychowawczego i w sposobie przyswajania wiedzy. Nauczyciel – sam będąc mistrzem słowa – ma wykształcić u uczniów sprawne językowe instrumenty, przy pomocy których będą przekazywane i przyswajane treści nauczania, merytoryczne i wychowawcze. Temu służą nie tylko lekcje języka polskiego, ale i lekcje innych przedmiotów, komponujące się na poprawny, dający różne wzorce gatunkowe używanych tekstów, dyskurs edukacyjny. Jeśli instrumentarium językowo-kulturowe jest wystarczająco rozbudowane, wówczas proces dydaktyczny ma duże szanse na to, by być fortunnym. Językowa organizacja, by tak rzec: „techniczna” lekcji, wykładu, ćwiczeń itp. zajęć dydaktycznych wymaga od nauczyciela używania różnych aktów mowy (np. akty stwierdzania stanu rzeczy, akty nakłaniania, akty poszukiwania informacji, akty grzecznościowe), bo mamy tu język w działaniach pedagogicznych, a akt mowy znaczy słowne działanie. Proces dydaktyczny to w znacznej części szkolna komunikacja językowa. Powodzenie tej komunikacji zależy w dużej mierze od jakości używanego języka.
Po wtóre, wartość języka jest nie do przecenienia w budowaniu wiedzy, którą nauczyciel ma przekazać uczniom. Jeśli nie stworzymy języka sztucznego, jak np. w matematyce, to w rozwoju nauk musimy posługiwać się językiem naturalnym. Tu słowa: terminy i predykaty, wyrazy funkcyjne przybliżają zjawiska, fakty, relacje zachodzące w rzeczywistości, i przybierają postać zdań orzekających (sądów) składających się na gmach wiedzy. Od jakości tych zdań, podpadających pod kryterium prawdy i fałszu, od mocy pytań i hipotez, od przedstawiania różnych stopni modalności tekstowej zależy postęp wiedzy. Tę wiedzę, także przez język, przybliżamy w edukacji. Każda dyscyplina uczona
w szkole posługuje się swoistą profesjonalną odmianą języka. Pogłębianie wiedzy u uczniów polega na tym, że poznają nowe terminy nazywające skomplikowane niekiedy pojęcia, znajdują nowe predykaty i uczą się nowych przyporządkowań zachodzących między terminami z różnych zbiorów. Te przyporządkowania określa język jako reguły, relacje, stosunki, zależności, wyjaśnianie zjawisk rzeczywistości.
Po trzecie, język odgrywa wielką rolę w tworzeniu więzi komunikacyjnej między uczniami (nasza klasa) i między uczniami a nauczycielem. Od jakości tej więzi zależy bardzo wiele. Tu kapitalne znaczenie mają działania słowne zespołów uczniowskich nie tylko w klasie, ale poza nią w różnych kółkach dyskusyjnych, kołach zainteresowania, zespołach muzycznych, teatralnych, grupach turystycznych itp. Język demonstruje nowe światy uczniowskie, oparte na fascynacji, pasji działania, uczestnictwie w różnych formach kultury.
Wszystkie cytaty biblijne z Biblii Tysiąclecia, wydanie trzecie poprawione, Poznań Warszawa 1990.


prof. zw. dr hab. Kazimierz Ożóg jest pracownikiem Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Rzeszowskiego oraz członkiem Komitetu Językoznawstwa Polskiej Akademii Nauk. W latach 1976–1990 pracował na Uniwersytecie Jagiellońskim, a w latach 1990–1994
na Uniwersytecie Lille III pod kierunkiem prof. Daniela Beauvois

Świat wkracza w drugą fazę rozwoju cywilizacji informacyjnej, która znowu całkowicie zmieni życie i pracę ludzi. Funkcjonowanie człowieka w cywilizacji wiedzy (informacji) wymaga zupełnie innego przygotowania merytorycznego i mentalnościowego, innej edukacji. Najlepszym dowodem na to jest informacyjny zalew, w którym człowiek już się pogubił.
„Tryliard bitów informacji zapisanych jest w cyberświecie. […] Przez kwadrans, który poświęcisz, żeby przeczytać ten tekst, ludzkość wyprodukuje 20 biliardów bitów danych. To mniej więcej tyle, ile wynosi cyfrowa objętość wszystkich dzieł literatury napisanych od początku historii”.
Człowiek, który na bieżąco nie śledzi rozwoju wiedzy, podlega uwstecznieniu, staje się funkcjonalnym analfabetą, wypada z gry. Z drugiej strony wiedza, którą zdobywa współczesny człowiek poprzez mass media i w wyniku tradycyjnej edukacji podającej, nie przekłada się na jego mądrość życiową.
Wielkim wyzwaniem dla pedagogów staje się opracowanie nowych koncepcji edukacji, która sprostałaby wyzwaniom życia w cyberświecie i pogodziła współczesne sprzeczności pomiędzy ograniczonymi zdolnościami poznawczymi człowieka a nieograniczonym rozwojem informacji. Ponadto chodzi o wypracowanie takiego modelu edukacji, która – jak zauważa Lewis Lapham – pogodziłaby nasze, liczące trzy tysiące lat, dziedzictwo intelektualne i kulturowe z internetową rewolucją, jej chłamem, banałem i ignorancją.
 Rewolucja w otaczającej nas cyberprzestrzeni
W latach 1970–2000 nastąpiło ośmiokrotne powiększenie zasobów wiedzy ludzkiej. Obecnie jeden numer poważniejszego dziennika czy tygodnika (np. „Gazety Wyborczej”, „Dziennika Polskiego”, „Naszego Dziennika”, „Newsweeka”, „Przekroju”, „Polityki”, „Niedzieli” etc.) zawiera tyle informacji, ile człowiek żyjący w XVIII wieku poznawał w ciągu całego życia.
Z jednej strony przeżywamy przyspieszony rozwój wiedzy, ale z drugiej równie szybkie jej starzenie się. Analiza literatury naukowej ostatniego półwiecza pozwala stwierdzić, że wiedza podwaja się średnio co 8 lat, a starzeje co 10 lat. Są dyscypliny, np. informatyka, telekomunikacja, inżynieria genetyczna, nanotechnologie, gdzie wiedza podwaja się co 3–4 lata. W literaturze amerykańskiej jeszcze 15 lat temu czytaliśmy, że każdy człowiek, chcąc utrzymać się na odpowiednim poziomie merytorycznym, musi 8 razy w życiu dokształcać się tak, jak gdyby zdobywał nowy zawód. Dzisiaj czytamy, że wspomniana liczba dokształceń wzrosła do 12. Edukacja ustawiczna staje się już nie postulatem, ale wyzwaniem – zawodowym „być albo nie być”.
Corocznie na świecie ukazuje się 6 mln publikacji z zakresu medycyny. Gdyby lekarz czytał po 2 artykuły dziennie, to i tak przeczytanie tylko jednorocznych publikacji zajęłoby mu 82 stulecia. Podobnie rzecz się ma z innymi dziedzinami, w tym z pedagogiką. Oczywiście, nie w każdej dziedzinie ukazujące się publikacje są tak twórcze i postępowe, jak w medycynie…
Prezes zarządu Google, Eric Schmidt, twierdzi, że cała zapisana wiedza od początku dziejów do 2003 roku zajmuje około 5 miliardów gigabajtów. Tyle samo cyfrowych treści powstaje dzisiaj w ciągu dwóch dni. Obecnie w każdej sekundzie przez sieć przepływa więcej informacji niż było na wszystkich serwerach podłączonych do niej 20 lat temu. Na podstawie badań prowadzonych ostatnio w University of California w San Diego stwierdzono, że poprzez media, Internet, telefon dociera do nas 100 tys. słów dziennie, tj. ponad dwa razy więcej niż na początku lat 80. XX wieku.
Specjaliści szacunkowo obliczyli, że każdego dnia wysyłanych jest 247 mld e-maili (z czego 80 proc. to spam), 5,4 mld ludzi (60 proc. mieszkańców ziemi) wysyła SMS, w 2011 roku zrobiono 375 mld zdjęć (stanowi to 10 proc. wszystkich fotografii zrobionych w historii świata), 4 mld razy dziennie oglądane są nagrania video na serwisie YouTube. Łącznie z obrazami telewizyjnymi odbieramy obecnie 34 gigabajty informacji dziennie. Jest to równoważność informacji zawarta w 34 tysiącach książek liczących po 500 stron.
I tu pojawia się wielki paradoks epoki cyfrowej. Dzięki internetowym bibliotekom, takim jak m.in. Google Books JSTOR, dorobek wszystkich myślicieli znalazł się w zasięgu kilku kliknięć. Skarbnica wiedzy antycznego świata zawarta w Aleksandryjskiej Bibliotece, która uległa zagładzie w wyniku pożaru, teraz odrodziła się z popiołów, online. Mimo olbrzymiego dostępu do informacji poprzez media cyfrowe, wielowiekowa mądrość jest dziś bardziej odległa i trudna do odnalezienia niż kiedykolwiek. To, co naprawdę wartościowe, ponadczasowe i wyjątkowe, rozpłynęło się gdzieś w smogu informacyjnym.
W tym właśnie kryje się paradoks nadmiaru informacji. Informacje ważne, istotne, twórcze i mądre zostały poprzeplatane banałami, błyskotkami płytkimi, migotliwymi, pustymi i bez znaczenia.
Specjaliści od komunikacji cyfrowej twierdzą, że w 1986 roku tylko 6 proc. zgromadzonych dokumentów i archiwalnych materiałów było zapisanych w postaci cyfrowej. Dzisiaj ponad 99 proc. tworzonych treści – dokumentów urzędowych, bankowych, dokumentacji medycznej, technicznej, architektonicznej, budowlanej, tekstów, rozmów telefonicznych, SMS, maili, pomiarów naukowych, zdjęć satelitarnych tworzonych jest w języku cyfrowym lub też jest na jego postać przetwarzanych. Wiele urządzeń technicznych komunikuje się z sobą automatycznie, bez pośrednictwa człowieka, wysyłając ciąg „zer” i „jedynek”.
To wszystko tworzy świat „Big Data” („Wielkie zbiory danych”), czyli nowy świat wielkich niezbadanych możliwości ukrytych w przetwarzaniu lawiny informacji oraz kreowaniu nowych. Tę masę informacji wytwarzają nie tylko naukowcy pracujący na uczelniach i w ośrodkach badawczych, ludzie kultury i sztuki, świat dziennikarski, administracja państwowa i samorządowa, pracownicy ośrodków przetwarzania danych ekonomicznych, ale też każdy z nas funkcjonujący w cybersieci. W efekcie owa informacja jest efektem działania ponad
2 mld internautów, ponad 6 mld abonentów sieci telefonii komórkowej, kilkuset tysięcy stacji telewizyjnych i radiowych, miliardów urządzeń elektronicznych podłączonych do sieci teleinformatycznych, których sygnały gromadzone są na milionach serwerów rozrzuconych po całym świecie. Jak podaje E. Bendyk, tylko jeden serwis internetowego wideo YouTube gromadzi w ciągu minuty 72 godziny filmów nagrywanych i przesyłanych przez internautów. Do tego dochodzą treści około miliarda użytkowników społecznościowych Facebooka; każdego dnia publikują oni ponad ćwierć miliarda zdjęć i wystawiają 3 mld „lajków”, tj. opinii o notce, fotografii, filmiku.
Google od kilku lat digitalizuje i gromadzi setki tysięcy różnego rodzaju książek i biliony dokumentów. Według planu Google zamierza zdigitalizować wszystkie wydane do tej pory książki, tj. około 210 mln pozycji i przetłumaczyć je na znane języki świata. Jest to przedsięwzięcie bardzo złożone i w swej masie olbrzymie, ale stwarza niewyobrażalne wręcz możliwości badań dla antropologów kultury. Na podstawie zestawień statystycznych powtórzeń lub użycia pewnych słów można wnioskować o nastrojach społecznych, zmianach kulturowych, trendach w rozwoju gospodarki, techniki czy mody. Kto taką informację posiądzie, ten uzyskuje przewagę nad innymi.
Z powyższego zestawienia wyłania się niezbyt jednoznaczny obraz oddziaływania informacji w cybersieci na współczesnego człowieka i na całą ludzkość. Chcąc uniknąć dylematu: czy być osadzonym w roli Kasandry przewidującej upadek starego świata, czy też Kandyda opiewającego nowy wspaniały świat, w dalszych rozważaniach postaram się pokazać pozytywy i negatywy dokonującej się rewolucji informacyjnej i technologicznej w różnych obszarach życia i pracy.
Jak nie zgłupieć w cybersieci
Mimo emocjonalnego przywiązania i szacunku do książki papierowej, zostanie ona w znacznym stopniu zastąpiona przez formę elektroniczną jako o wiele tańszą, bez porównania bardziej pojemną i nieprowadzącą do degradacji lasów. Wymowne pod tym względem zestawienie przedstawił Wojciech Cellary. Badacz ten pisze, że na dysku za ok. 400 zł i pojemności 1000 GB można przechowywać informację zawartą na 500 mln standardowych stronach druku. Zadrukowane kartki, ułożone jedna na drugiej, miałyby wysokość 50 km, a ułożone jedna za drugą – 150 km. Sam papier, bez uwzględnienia druku, kosztowałby ok. 20 mln zł. Ponadto wersja cyfrowa książek posiada jeszcze jedną kolosalną zaletę – zawarte informacje można bardzo łatwo przesłać na dowolną odległość i je przetwarzać.
„Dzięki Internetowi, tej uniwersalnej bazie wiedzy […] nigdy jeszcze w historii ludzkości tak wiele osób nie było zaangażowanych w opracowywanie nowych wynalazków i idei”. Przykładem jest m.in. Wikipedia, tworzona przez różnych internautów, zawiera w pewnym sensie zbiorową mądrość. W ciągu ostatnich dziesięciu lat Wikipedia stała się największą encyklopedią świata. Zawiera ponad miliard słów, kilka razy przewyższa razem wziętą Encyklopedię Britannica i Encarta (encyklopedia Microsoftu). Szóstego stycznia 2011 roku polska wersja Wikipedii zawierała 764034 hasła. Codziennie przybywa ich średnio 270, a kilkaset jest uaktualnianych lub zmienianych. Z wielkości polskiej Wikipedii możemy być dumni. Ustępujemy jedynie wersji angielskiej (3522000 haseł), niemieckiej (1172000) i francuskiej (1052000).
Twórcami haseł w Wikipedii są najczęściej osoby młode, poniżej średniej wieku o różnym poziomie wiedzy. Ale w wyniku społecznego uzupełniania, poprawiania, recenzowania pozostają hasła głównie tych, których Clay Shirky nazywa elitą kulturalną. Są oni zwolennikami TIK, ale jednocześnie zachowali i zachowywać będą w przyszłości umiejętność głębokiej koncentracji i nie tylko pogłębionego, ale holistycznego myślenia. I oni będą przyczyniać się do rozwoju naszej cywilizacji. Według Clay Shirky „pozostali, których zapewne będzie większość, będą spędzać czas na powierzchownym przeklikiwaniu sieci”.
Jak wynika z przedstawionego w połowie lutego 2011 roku raportu Biblioteki Narodowej, w 2010 roku 56 proc. Polaków nie przeczytało ani jednej książki. W badaniach tych przez książkę rozumiano również e-book, poradniki, albumy. Co gorsza, aż 20 proc. osób z dyplomem szkoły wyższej nie czyta nic. Jedna trzecia studentów i uczniów, prawie 40 proc. specjalistów i menedżerów oraz połowa urzędników w ciągu miesiąca nie przeczytała nic dłuższego niż trzy strony tekstu. Obojętne było czy ten tekst wydrukowany był na papierze czy w wersji elektronicznej. Jedna trzecia użytkowników Internetu czyta jedynie krótkie komunikaty, a reszta – czyżby bezmyślnie wykorzystywała komputer i Internet tylko do gier?
Podczas prezentacji raportu z badań Pracownicy Pracowni Badań Czytelnictwa komentowali to słowami: „Okazuje się, że w Polsce można studiować nie czytając książek, można być lekarzem i nie czytać lektury specjalistycznej, być prawnikiem i nie czytać dzienników ustaw czy wykładni przepisów”. Tyko 12% naszych rodaków czyta więcej niż sześć książek rocznie.
Z najnowszych badań Biblioteki Narodowej wynika, że ogólne czytelnictwo w okresie ostatnich dwóch lat (2010-2012) spadło w Polsce o 5%. W tym czasie liczba Polaków, którzy nie przeczytali w ciągu roku żadnej książki wzrosła o 9% (z 32 do 41%). Na domiar tego nie przeczytali oni w ostatnim miesiącu czegoś, co miałoby więcej niż 3 strony. Tak naprawdę książki czyta tylko 11% rodaków (7 i więcej książek na rok). Z tej grupy 20% miało do czynienia też z książką elektroniczną.
Badania przeprowadzone w 2010 r. przez fundację Rodziny Kaiser wskazują, że ponad połowa uczniów w wieku 8-18 lat, gdy wchodzi do Internetu, aby odrabiać lekcje, większość czasu spędza na internetowej rozrywce. Opublikowane kilka miesięcy temu badania, przeprowadzone przez fundację Dzieci Niczyje na zlecenie Komisji Europejskiej, dowodzą, że gimnazjaliści odczuwają już znużenie ciągłym przesiadywaniem na Facebooku i w portalach. Prawie 20% twierdzi, że zdarzyło się im ostatnio nie spać lub nie jeść z powodu spędzania czasu w Internecie, a 35% nastolatków z tego powodu zaniedbuje rodzinę, naukę i znajomych. Wyniki te brzmią bardzo niepokojąco. Czyżby Internet, dysponując swoją wielokanałowością, atrakcyjnością, krótkimi formami impresji i ekspresji, odebrał bibliotekom czytelników?
Dzisiejsi digitalni tubylcy to nie bierni użytkownicy sieci Web 1.0, lecz interaktywni uczestnicy sieci 2.0; mogą oni nie tylko wnosić zapytania, ale współuczestniczyć w tworzeniu informacji. Za progiem czeka już sieć semantyczna Web 3.0. Istotą sieci semantycznej jest nowy format dokumentów hipertekstowych, dzięki któremu komputery rozpoznają ich treść i wychwytują informacje istotne z punktu postawionego zadania, tworząc „łańcuch wartości dodanych”.
Od połowy 2009 roku, powtarzam za Paulem Levinsonem, nowe media dzieli się na: „stare nowe media” (telewizja, telefon komórkowy, komputer, Internet, iPod, ipad, tablet, radio, CD, DVD i Blu-Ray) oraz „nowe nowe media”, do których zalicza się m.in. Facebooka, Naszą Klasę, Wikipedię, You Tube, Second Life, MySpace, Digg, Twitter i jego polski odpowiednik BLIP (Bardzo Lubię Informować Przyjaciół), blogi i podcasty. Ich cechą odróżniającą jest społecznościowy charakter, który stanowi przełom i rozpoczyna nową fazę rozwoju ludzkości. Dla przejrzystości jednak proponuję – zachowując ideę przedstawioną powyżej – klasyfikować nowe media na: nowe media transmisji i przetwarzania informacji oraz nowe media społecznościowe.
Trzeba podkreślić, że działania nad integracją nowych mediów transmisji i przetwarzania informacji są już mocno zaawansowane. Od kilkunastu lat budowana jest inteligentna telepowłoka informacyjna kuli ziemskiej. Utworzą ją – jak informuje Arun Netravali, prezydent Laboratorium Bella w USA – satelitarne i naziemne stacje telewizyjne i radiowe oraz stacje bazowe telefonii komórkowej, połączone w jeden system za pośrednictwem fal elektromagnetycznych i światłowodów. Telepowłoka będzie wyposażona w miliony kamer telewizyjnych, mikrofonów, czujników ciepła, wilgotności, ruchu itd., które będą zbierać informacje i przekazywać je wprost do sieci. Jej działanie będzie przypominać ludzki system nerwowy, przekazujący informacje o funkcjonowaniu organizmu do mózgu bez pośrednictwa naszej świadomości. W 2003 roku Amerykanie przetestowali tzw. zdalki wielkości ziarnka piasku; mierzą one natężenie światła, wilgotność, ciśnienie i temperaturę. Są mocowane na piórach ptaków. Zdalki te mogą komunikować się ze sobą.
Elementem inteligentnej telepowłoki jest system nawigacji samochodów GPS oraz rozbudowywany system OnStar. System OnStar cały czas monitoruje dynamikę jazdy kierowcy – szybkość, ostre przyspieszenia i hamowania, przeciążenia na zakrętach itp. Stosownie do tego ustala się później stawkę ubezpieczeniową auto-casco. W systemie odpowiednie czujniki diagnozują też pracę samochodu. W przypadku wykrycia usterki niezagrażającej poważniejszą awarią system poprzez stacje bazowe telefonii komórkowej komunikuje się z serwisem danej marki, gdzie usterka jest dokładnie diagnozowana.  Do samochodu wysyłany jest sygnał, który przesterowuje pracę odpowiednich elementów w pojeździe. W przypadku poważniejszej awarii lub zagrożenia kraksą samochód jest automatycznie wyhamowywany, włączane są światła awaryjne i powiadamiany serwis holowniczy.
System OnStar na bieżąco diagnozuje także stan fizyczny i psychiczny kierowcy (czas reakcji, tętno, ciśnienie krwi). W przypadku odchyleń od normy kierowca powiadamiany jest sygnałem dźwiękowym i świetlnym. W sytuacji zasłabnięcia kierowcy samochód automatycznie jest wyhamowywany i wzywany jest ambulans medyczny. W Stanach Zjednoczonych ostatnio przetestowano pracę 10 inteligentnych samochodów, które poruszają się po autostradach bez kierowcy. Pracują niezawodnie. Jest nadzieja, że za kilkanaście lat takie samochody będą jeździć po polskich autostradach.
Inteligentna telepowłoka informacyjna wywrze olbrzymi wpływ na życie ludzi i funkcjonowanie całej gospodarki. Będzie służyć m.in. do:
monitorowania pogody i stanu wód na rzekach, automatycznego powiadamiania odpowiednich służb i społeczeństwa o zbliżających się ulewach i huraganach oraz kontrolowanego podnoszenia śluz na zaporach, aby przygotować miejsce do przyjęcia wzmożonych opadów;
automatycznego sterowania ruchem samochodów na autostradach, szybkich pociągów na trakcjach kolejowych, wzmagającego się ruchu samolotów i statków na morzach i oceanach;
samoregulującego uzupełniania zapasów towarów w hurtowniach, magazynach, hipermarketach, sklepach a nawet domach;
ciągłego monitorowania, diagnozowania i zdalnego „informacyjno-automatycznego” regulowania pracy urządzeń, w tym samochodów (System OnStar);
automatycznego sterowania „domów inteligentnych”, a za ich pośrednictwem ustawicznego monitorowania organizmów mieszkańców, dawkowania środków wzmacniających a nawet lekarstw.
Już teraz smartfony cały czas łączą się ze stacjami bazowymi. Dzięki temu istnieje możliwość zbierania danych, gdzie przebywamy, jakimi trasami się poruszamy itd. Są już aplikacje, które pozwalają wykryć na podstawie tonu i siły głosu stan psychiczny użytkownika i początki ewentualnej choroby, np. depresyjnej czy Alzheimera. W USA rozwinął się ruch self-tracking (śledzenie samego siebie), który skupia się na dokładnym monitorowaniu samego siebie, własnej aktywności, np. zliczania liczby kroków w ciągu dnia, szybkości poruszania się, zamieszczania online wagi ciała, diety, cykli fal mózgowych podczas snu, ciśnienia, pulsu, temperatury otoczenia i ciała. A odpowiedni program na podstawie analizy tych danych z wyprzedzeniem informuje o zbliżającej się chorobie.
Planuje się, że w 2015 roku pomiędzy urządzeniami za pośrednictwem inteligentnej telepowłoki będzie przekazywanych automatycznie tyle informacji, ile z udziałem ludzi. Pełne uruchomienie telepowłoki ma nastąpić w 2025 roku. Będzie to z jednej strony wielki technologiczny skok ludzkości, a z drugiej ograniczenie naszej prywatności.
Nowe media transmisji i przetwarzania informacji dostarczają nam mnóstwo przeróżnych informacji. Jednak proces percepcji informacji z mediów cyfrowych nie ma postaci linearnej, uporządkowanej, lecz zappingu. Pod wpływem cyfrowego środowiska homo sapiens przekształca się w „homo zappiens”. Homo sapiens myśli, „homo zappiens” zappinguje - słuchając muzyki, oglądając telewizję i odrabiając lekcje, buszując po stronach WWW i esemesując. Na bieżąco chwyta informacje, przeskakuje z pliku na plik, z kanału na kanał, poszukuje, kopiuje, łączy je i idzie do przodu. Klikając, przeskakując z informacji na informację, używa podejścia holistycznego, zamiast – jak to ma miejsce w uczeniu behawioralnym analitycznego i liniowego. Rozwija umiejętności koncentracji szerokiej, a nie długiej. Uczeń nieukierunkowany przez nauczyciela zdobywa wiedzę powierzchowną, często pochłaniają go głupstwa lub treści niosące wręcz patologie społeczne.
G. Small i G. Vorgan z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles na podstawie złożonych badań stwierdzili, że długotrwały kontakt z Internetem powoduje niekorzystne zmiany w neuronalnej budowie mózgu. Prowadzą one do powstania tzw. hipertekstowych umysłów, w których dotychczasowe myślenie linearne przekształca się na wielowątkowe. W efekcie są one niezdolne do głębszej refleksji, przyjęcia szerszego spojrzenia czy dojścia do bardziej ogólnych wniosków. Dużo zapamiętują, ale są to oderwane, powierzchowne informacje, których nie potrafią połączyć, dokonać ich hierarchizacji i strukturalizacji. Nicholas Carr w książce wydanej w 2010 roku pod wymownym tytułem Płycizny. Co Internet robi z naszymi mózgami, pisze, że młodzi użytkownicy Internetu, mając nieograniczony dostęp do informacji, buszują po stronach WWW, klikają, ściągają, ale wiedzą i rozumieją coraz mniej, ich wiedza jest powierzchowna, wyrywkowa, pozbawiona szerszego kontekstu, błyskotliwości. Często sprowadza się do kopiowania i wklejania cudzych opracowań przy opracowywaniu własnego tekstu. Takie wykorzystywanie Internetu podczas odrabiania lekcji w znacznym stopniu pozbawione jest wartości intelektualnych i poznawczych.
Nowe media społecznościowe, w których żyje i z którymi na co dzień obcuje młody człowiek, stanowią dla niego szeroką płaszczyznę budowania własnej tożsamości osobistej i społecznej. Jak piszą J. Palfrey i U. Gasser, Internet stanowi „wirtualne laboratorium” do budowania osobistej tożsamości, gdzie można „być kimś innym niż faktycznie”. Okazuje się, że u dzieci sieć odłącza korę przedczołową, odpowiedzialną za empatię, altruizm, tolerancję. Wskutek tego obojętnieją oni na innych, mają problemy z komunikowaniem uczuć, rozumieniem i utrzymaniem prawidłowych relacji z innymi. Jednocześnie Paflrey i Gasser przestrzegają przed wieloma niebezpieczeństwami „wciągającymi” i radzą, żeby się zbytnio „nie odkrywać”.
Jeszcze w niedalekiej przeszłości opinia społeczna była tworzona przez ludzi posiadających wysokie umiejętności w zakresie pisarstwa i dużą wiedzę naukową. Dzisiaj po raz pierwszy w historii poprzez sieć Web 2.0 ludzie z różnych warstw społecznych mogą swobodnie umieszczać w Internecie opinie, które inni czytają. Tym samym wszyscy mają wpływ na kształtowanie opinii publicznej.
Zmiany w pracy, kulturze i edukacji
Rozwój książki drukowanej w XVII wieku spowodował w krajach zachodnich rozwój czytelnictwa wśród mieszczaństwa i zrodzenie się klasy średniej, a w ślad za tym przyczynił się do powstania w XVIII wieku rewolucji przemysłowej. W XIX wieku, gdy książki zaczęli czytać robotnicy (oczywiście nie wszyscy), gospodynie domowe, rolnicy i niewolnicy, doszło do Wielkiej Rewolucji Francuskiej, która zmieniła stosunki społeczne, oraz Wojny Domowej w Stanach Zjednoczonych, która doprowadziła do zrodzenia się demokracji. W XX wieku upowszechnienie książki doprowadziło do rewolucji wiedzy i rewolucji cyfrowej w przetwarzaniu danych.
Wynalezienie komputerów i Internetu to wielkie osiągnięcie ludzkości, ale też główne źródło bezrobocia. Maszyny sterowane komputerowo pracują szybciej, dokładniej, wydajniej i wypierają ludzi z rynku pracy. Stały się głównym źródłem bezrobocia.
Rozwój nauki wywołał daleko idące przemiany w technologii produkcji wszelkich dóbr. Występująca w cywilizacji przemysłowej technologia mili (1mm = 10-3 m) w wyniku rozwoju nauki w cywilizacji wiedzy została zastąpiona przez technologię mikro (1µm = 10-6 m), która wypierana jest obecnie przez technologię jeszcze tysiąc razy mniejszą – nanotechnologię (1nm = 10-9 m). Sukces leży w innowacyjności. W rozwiniętych firmach Zachodu oczkiem w głowie są działy badawczo-rozwojowe, zwane research and development (r&d), które zajmują się wdrażaniem nowoczesnych technologii i techniki.
To wszystko fascynuje, oszałamia i przeraża, choć to dopiero początek epoki Big Data. Już teraz czujemy się zagubieni w wielkim smogu informacyjnym, który z każdym dniem będzie się coraz bardziej powiększał. Niejednokrotnie współczesny człowiek w nadmiarze informacji gubi się, odczuwa chaos, niedosyt informacyjny. Dlatego ciągle poszukujemy dodatkowych informacji, aby zlikwidować ten mentalny chaos. W efekcie doznajemy szoku informacyjnego. Przestajemy odróżniać informacje istotne od błahych, zatracamy zdolność do analitycznego, pogłębionego i refleksyjnego myślenia, dokonywania syntez i uogólnień oraz odczuwania emocji.
Mimo olbrzymiej ekspansji – jak to zaznaczyliśmy na początku – mediów cyfrowych, nie może zaniknąć czytelnictwo i uczenie się na podstawie druku. Na współczesnym etapie ewolucji człowieka podstawą myślenia jest w dalszym ciągu słowo. Czytanie większych utworów – podkreśla S.J. Żurek – przyczynia się do kształtowania jakości myślenia, wyrabiania umiejętności budowania abstrakcyjnych konstruktów myślowych i przeprowadzania skomplikowanych operacji myślowych. Nie rozwiniemy tych umiejętności poprzez chwytanie informacji na zasadzie zappingu czy też przesuwających się obrazów w telewizji. Sieć i telewizja nie integrują myśli, one atomizują. Integrującą funkcję pełni uczenie się linearne, oparte na kulturze słowa drukowanego i mówionego. Nicholas Carr zwraca uwagę, że Internet poprzez dużą liczbę hiperlinków nie sprzyja skupieniu uwagi i uchwyceniu głównej myśli. Przeskakiwanie z jednej informacji na drugą, z jednego tekstu na inny nie wywołuje myślenia głębokiego i nie przyczynia się do wychwytywania związków przyczynowo-skutkowych.
Wad tych jednak nie dostrzega się podczas czytania książek w wersji elektronicznej na Kindle’u czy innym czytniku e-booków. To też może sprawić, że z biegiem czasu e-book stanie się podstawowym nośnikiem informacji drukowanych.
D. Wiener z UAM w Poznaniu, specjalizujący się w neurokognitywistyce, twierdzi, że bombardowanie kory przedczołowej mózgu nadmierną ilością informacji powoduje, iż przestajemy w pełni racjonalnie oceniać, co dzieje się wokół nas; odczuwamy zagubienie i stres. Paradoksalnie, chcąc zlikwidować ten mentalny chaos, domagamy się jeszcze więcej informacji. Zachowanie to nazwano zespołem nabytego deficytu uwagi ADT (attention deficyt trait). Mózg człowieka zaprogramowany jest na gromadzenie informacji, ale jego rozwój ewolucyjny nie nadąża za tak szybkim obiegiem masy informacyjnej w mass mediach. Specjaliści od neurokognitywistyki przestrzegają, że jeśli nic z tym nie zrobimy, doczekamy się pokolenia funkcjonalnych autystyków, ludzi niepotrafiących nawiązywać prawidłowych relacji społecznych, spłycających myślenie i obojętniejących.
Sprostanie wszystkim procesom przemian technologicznych i kulturowych wymaga głębokich zmian w treściach i metodach kształcenia. Edukacja w cywilizacji informacyjnej winna wyposażyć uczniów w umiejętności zdobywania wiedzy nie tylko na podstawie kultury druku, ale także kultury obrazu telewizyjnego i poprzez zapping. Są to trzy różne kultury uczenia się, w których zachodzą zdecydowanie odmienne procesy poznawcze. Efektem tychże działań poznawczych winno stać się doprowadzenie uczniów do umiejętności integracji zdobywanej wiedzy linearnej, obrazowo-alegorycznej i hipertekstualnej oraz wartości w jedną całość. Współczesny, dobrze wykształcony młody człowiek musi posiąść „mądrość w wiedzy i doskonałości w działaniu”. O ile tradycyjna dydaktyka rozpracowała uczenie się na podstawie druku, to niewiele ma do powiedzenia odnośnie do pozostałych dwóch kultur.
Konkluzje
Chcąc uchronić się przed negatywnymi skutkami przeciążenia mózgu, musimy nauczyć się analizować, wartościować i selekcjonować oraz kojarzyć informacje w celu budowania i rozbudowywania własnych struktur wiedzy. Niestety, nasza szkoła zwraca głównie uwagę na zapamiętywanie wiadomości. To droga donikąd. Jedynie lepiej wypadamy w międzynarodowych badaniach testowych PISA. Nauczanie pamięciowe nie przygotuje naszych uczniów do życia i pracy w coraz bardziej rywalizującej cywilizacji wiedzy.
Nasi politycy i mass media zamiast toczyć jałowe spory o pierwszeństwo winni wywołać społeczny ruch pędu do autentycznej wiedzy, czytelnictwa współcześnie wydawanych książek i czasopism z zakresu szeroko rozumianej kultury i dziedzin społecznych, gospodarczych, przedsiębiorczości i nowych technologii. Bogactwo do nas samo nie przyjdzie, ale możemy go zdobyć poprzez nowoczesną pod względem merytorycznym i metodycznym edukację i samoedukację. Rewolucja obyczajowa nie unowocześni nam gospodarki, ani nie podniesie poziomu życia.

 dr Antoni Zając był pracownikiem Wydziału Pedagogiczno-Artystycznego Uniwersytetu Rzeszowskiego

Jak pracować w takich warunkach?
Polscy nauczyciele pracują w wyjątkowo niekorzystnych warunkach. Prestiż zawodu nie jest zbyt wysoki, pensje są dramatycznie niskie, konieczność dorabiania po godzinach sprawia, że poziom zmęczenia przekracza dopuszczalne normy, wyposażenie szkoły i warunki pracy pozostawiają wiele do życzenia, klasy są przepełnione, programy przeładowane, stale wprowadza się jakieś zmiany, częściej utrudniające niż ułatwiające pracę z uczniami.
Dyrektor szkoły może uznać tę opinię za absurdalną tylko wówczas, gdy nie chce narażać się organowi prowadzącemu i pokornie przyjmuje do wiadomości wszystkie decyzje lub też nie potrafi krytycznie ocenić rzeczywistości, w jakiej funkcjonuje.
Przytoczone słowa sformułowane zostały prawie dwadzieścia lat temu, od tego czasu jednak nic się nie zmieniło – może na gorsze. Sceptyków odsyłam do publikacji Psychospołeczne warunki pracy polskich nauczycieli. Pomiędzy wypaleniem zawodowym a zaangażowaniem, wydanej w 2010 roku pod redakcją Jacka Pyżalskiego i Doroty Merecz. Autorzy poszczególnych szkiców, na podstawie przeprowadzonych badań, szczegółowo analizują kondycję polskiej szkoły i polskiego nauczyciela.

Strona 2 z 2
© 2017 Podkarpackie Centrum Edukacji Nauczycieli w Rzeszowie