Ukazuje się od 1993 r.

poniedziałek, 22 luty 2016 10:08

Się–gnę lub nie

Napisał
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Dobrze jest być na bieżąco. Ze wszystkim: pracą, rozumieniem zdarzeń codziennych, polityką, grą w macao, odpoczynkiem, a nawet edukacją. Własną i cudzą. Szczególnie cudzą, bo z własną się ma do czynienia od dziecka przecież. I to na niebotycznym wręcz poziomie możliwości i codziennych wdrożeń. Zaangażowania i doświadczenia. Emocji i rozumu.


Zwłaszcza gdy jest się pedagogiem statecznym oraz doświadczonym.
Edukacja ma to do siebie, że jest. Nie występuje na wakacjach, no chyba że trzeba zdawać poprawki, i na początku oraz pod koniec roku, bo wtedy występuje biurokracja. A to – wbrew pozorom – nie to samo. Choć coraz częściej podobieństwo bywa uderzające. Bycie na bieżąco w edukacji bardzo często ma charakter. Mało zbawienny. Kojarzy się ze zmianą, a ta jawi się jako domena dyrektorska tudzież internetowa. My zaś – pospólstwo proletariackie nauczycielskie – czekamy, by zmianę zamienić na zmiankę,
a zmiankę na wzmiankę, gdyż wszystko już było, będzie i tego się człowiek nie pozbędzie, więc trzeba wziąć i dać na wstrzymanie, ograniczyć, przyhamować, tj. – zazwyczaj – pryncypialnie skrytykować.
Bo człowiek stateczny i doświadczony wie, że pewne to są wakacje
i (coraz częściej) upał nie do wytrzymania. Reszta – palcem na wodzie szkicowana nad jeziorem Bajkał, Śniardwy lub Erie. Okręt się kołysze, majtkowie biegają, a szyper… Widział ktoś szypra? Gdzie szyper?! Człowiek więc, sterany wiekiem i zawodem (czytaj: profesją), chyli ku ziemi poradlone czoło i giąć się myślom pozwala, tzn. być pod naporem nacisków różnych.
Swego czasu to było skutecznie! Myśli ten od ugięć. Podręczniki były tak dobre i przyjazne, że uczniowie swobodnie zasypiali nad nimi, gładko wiedzę przyswajając w stanie alfa paradoksalnym. Niczemu nie uchybili! Spróbowaliby tylko! Zaraz spotkaliby opiekuńczo-karcący wzrok nauczyciela, który – znawca świetny podręcznika – niechybnie znajdował luki i manowce uczniowskiego zaangażowania, a potem je przekuwał na nierdzewny półpancerz praktycznej teoretycznej wiedzy.
Swego czasu (dawniej) było też ślicznie! Młodzież w liczbie umiarkowanej, licealnie rozsądnej, kształciła się, nie pozwalając obyczajom uchybić, językowi w pokrzywy polecieć, a duchowi zbaranieć. Piła ze zdroju wiedzy czystego z uwielbieniem
i zachłannością, która – jedyna – przystawała młodzieży zacnej i rezolutnej.
A teraz? Zmiany spowodowały to, co mamy. A mamy niewiele: do gadania, do wymyślania, do ingerowania. Tak nam się przynajmniej wydaje, bo wydając różne takie dyrektywy i tezy wzmacniające, Ministerstwo nasze, jak każe źródłosłów, służy nam nie tyle radą, co sugestią rad nie oczekującą ani też wymaganą. Robić mamy to, co instytucja centralna, w IBE różne uzbrojona, w postaci priorytetów rocznych dyrektorom wszystkim,
a niżej nam mrówom codziennym, zlecić raczyła.
Czekamy więc na gotowe, a gdy gotowe przyjdzie, otworem gębowym różne ucieszne miny stroimy, bo wiadomo: znów wymyślili! Dla wszystkich to samo w liczbie punktów na przykład pięciu, jakby szkoły wypisz wymaluj pod jeden strychulec obrazkiem były na szkle malowanym.
Myśli wówczas owa mrówa, przejęta bardzo, że przecież pomiędzy wolnością a przymusem granica cienka leży i definiować jej nie ma sposobu! Lepiej więc przymus ubrać w woluntarystyczny pozór
i dalej robić swoje. Jak ongiś bywało!
W nowoczesnej wersji brzmi to mniej więcej tak, trawestując Wieszcza: „Tam się-gnij, gdzie wzrok nie sięga”. Bądź elastyczny w znaczeniu behawioralnym, nie wystawiaj rogów, bo ci je przytną. Nie szarżuj z pomysłami, gdyż nie jesteś od tego, nawet gdy ci wmawiają, że jesteś. Bądź rozsądny
i nie łam głowiny nadmiernie, bo jedną ją masz, a do emerytury daleko. Gnij się więc, miej świadomość, że zmiana przywołuje następną, a ta dwie inne i na dobrą rzecz, płynąc na grzbiecie fali zmian, dbać musisz tylko, by deska z Umrzyka Skrzyni nie wymknęła ci się nagle spod tyłka i w łeb kantem nie uderzyła.
„Tak to Protazeńku” – szepcemy konfidencjonalnie do siebie. „Tak to belfereńku” – odpowiadamy jeszcze ciszej, patrząc na tłum dzieciaków
w różne takie samsungi uzbrojonych, z miłością na szkołę – bo to początek wakacji przecież – patrzących, umorusani od atramentów, którymi świadectwa podpisywaliśmy seryjnie i leciutcy na sumieniu, gdyż robotę zacną wykonaliśmy dokumentnie
z wiadomym skutkiem!
Do siego roku szkolnego, zacni marynarze.
Do siego roku!

Czytany 8984 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 16 marzec 2017 11:23
Mariusz Kalandyk

dr Mariusz Kalandyk jest polonistą. Pracuje jako nauczyciel konsultant w Podkarpackim Centrum Edukacji Nauczycieli w Rzeszowie

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.

© 2017 Podkarpackie Centrum Edukacji Nauczycieli w Rzeszowie